Zaprzyjaźniony z Maryją

29 cze 2017
ks. Marek Wójtowicz SJ
 

Stanisław Kostka (1550-1568) przyszedł na świat 28 grudnia w Rostkowie na Mazowszu w rodzinie szlacheckiej. W dzieciństwie był bardzo wrażliwy. Pierwsze lekcje pobierał w domu.

W wieku 14 lat, razem ze swoim starszym bratem Pawłem, został wysłany na dalszą naukę do szkoły prowadzonej przez jezuitów w Wiedniu. Szkoła ta cieszyła się dużą sławą. Stanisław gorliwie przykładał się do nauki i bardzo szybko nadrobił zaległości. Dbał nie tylko o zdobywanie wiedzy, znał biegle niemiecki i łacinę, rozumiał też teksty greckie, ale jeszcze bardziej, z pomocą obfitej łaski Bożej kształtował swojego ducha wiary. Już wtedy odznaczał się głęboką pobożnością eucharystyczną. Odczuwał też bliskość i opiekę Maryi, której od najmłodszych lat powierzył pieczę nad czystością swojego serca, pragnąc należeć jedynie do Pana Jezusa i Jego Matki.

Pragnienie życia w Towarzystwie Jezusowym

W grudniu 1565 r. Stanisław ciężko zachorował. Gdy właściciel domu nie zgodził się, by przyszedł do mieszkania ksiądz z Najświętszym Sakramentem, wtedy osobiście udzieliła mu Komunii św. Barbara, którą otaczał wielką czcią. Podczas choroby doświadczył również mistycznej łaski spotkania z Maryją, która złożyła mu na ręce Dzieciątko Jezus. Dlatego często św. Stanisław przedstawiany jest na obrazach z małym Jezusem na ręku. Stanisław był przekonany, że to właśnie Matka Boża go uzdrowiła. Usłyszał też od Niej polecenie, by wstąpić do Towarzystwa Jezusowego. Pragnienie, by zostać jezuitą, było już od jakiegoś czasu żywe w jego sercu. Uważnie obserwował pracę i duchowy entuzjazm pierwszych jezuitów. Ci jednak nie chcieli go przyjąć do nowicjatu, obawiając się negatywnej reakcji ze strony rodziców. Młodzieniec, widząc, że na miejscu nie będzie możliwa realizacja pragnienia, postanowił uciec z Wiednia do Niemiec, by tam prosić o przyjęcie do zakonu. Pokonał 650 km zanim dotarł pieszo do Dylingi, gdzie św. Piotr Kanizy poddał go próbie. Przez pewien czas sprzątał pokoje i pomagał w kuchni. Po jakimś czasie prowincjał niemiecki odesłał go wraz z dwoma jezuitami do Rzymu. W liście polecającym napisał: Ten, kto prowadzony przez Chrystusa ten list przyniesie, a został wysłany z naszej Prowincji, to Stanisław, polski szlachcic, młodzieniec uczciwy i gorliwy. Nasi w Wiedniu nie ośmielili się go przyjąć, żeby się nie wydawało, że działają wbrew woli rodziny. Kiedy przybył do nas i chciał spełnić złożone już dawniej postanowienie (bo już przed laty całkowicie się oddał Towarzystwu, zanim do niego wstąpił), w Dylindze w konwikcie odbył przez jakiś czas próby i okazało się, że w posługach jest zawsze godny zaufania, a w powołaniu wytrwały.

Stanisław z towarzyszami dotarł do Rzymu 28 października 1567 r. Do nowicjatu przy kościele św. Andrzeja na Kwirynale przyjął go generał zakonu, św. Franciszek Borgiasz. Z wielką radością młodzieniec włączył się w rytm życia nowicjackiego: modlitw, prac domowych, posług w szpitalu, konferencji ascetycznych oraz regularnych rozmów duchowych z opiekunem nowicjuszy. Stanisław lubił zwracać się w kierunku rzymskiej bazyliki Matki Bożej Większej, by łączyć się duchowo z Maryją, oddając Jej cześć. Dzięki prostocie w zachowaniu, solidności w wypełnianiu codziennych obowiązków oraz duchowi modlitwy zyskiwał sobie coraz większą sympatię.

Choroba i śmierć

Już na początku 1568 r. Stanisław Kostka złożył swoje pierwsze śluby zakonne. W lipcu 1568 r. na skutek wielkich rzymskich upałów bardzo ciężko zachorował. Przeczuwał bliski koniec swej ziemskiej wędrówki i otwarcie, bez lęku o tym mówił, mimo że stan jego zdrowia nieco się polepszał. W uroczystość św. Wawrzyńca, 10 sierpnia, Stanisław napisał list do Matki Bożej i schował go na swojej piersi, a kiedy przyjmował Komunię św. poprosił męczennika, by wyjednał mu łaskę u Boga, by mógł umrzeć w święto Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. 14 sierpnia przeniesiono Stanisława do infirmerii, miał wysoką gorączkę. Kiedy mu podano do ręki różaniec, ucałował go i ledwie słyszalnym głosem wyszeptał: To jest własność Najświętszej Matki. Odszedł do Pana 15 sierpnia 1568 r., w dniu Wniebowzięcia Matki Bożej. Lud Rzymu spontanicznie nazwał świętym Polaka, który w całym świecie rozsławił naszą Ojczyznę, a dla wszystkich młodych stał się wzorem niesłychanego hartu ducha. Kanonizował go papież Benedykt XIV w 1726 r.

Jan Paweł II w 10. rocznicę swego pontyfikatu, jesienią 1988 r., przybył do kościoła św. Andrzeja na Kwirynale w Rzymie, by pomodlić się przy relikwiach Patrona Polski. Powiedział wtedy, że podczas studiów teologicznych w Rzymie codziennie nawiedzał to miejsce, idąc z Kolegium Belgijskiego na Papieski Uniwersytet Angelicum.

 

Przeczytaj także

ks. Marek Wójtowicz SJ
Katarzyna Korzeniewska
ks. Marek Wójtowicz SJ
ks. Stanisław Biel SJ
Piotr Pikuła
ks. Marek Wójtowicz SJ

Warto odwiedzić