Krzyż w życiu ks. Karola Antoniewicza SJ

17 wrz 2017
Bożena Leszczyńska OCV
 

Ksiądz Karol Antoniewicz SJ (1807- 1852) znany jest przede wszystkim jako autor pięknych pieśni kościelnych, takich jak: Chwalcie łąki umajone i W krzyżu cierpienie, w krzyżu zbawienie.

To właśnie od pieśni o krzyżu rozpoczęła się moja podróż po śladach poety, człowieka nieprzeciętnego, który zachwycił mnie nie tylko pięknem i wyjątkową głębią słowa, ale całym oddanym Bogu i ludziom życiem.

Urodził się w Skwarzawie koło Lwowa w szlacheckiej rodzinie ormiańskiej z wielowiekową tradycją. Był wzorowym studentem prawa, znał pięć języków obcych, komponował utwory muzyczne, tworzył i publikował własne wiersze. Wziął udział w powstaniu listopadowym, a po powrocie z emigracji, w 1832 r. ożenił się z piękną i kochającą Boga ponad wszystko Zofią Nikorowiczówną, którą nazywał swoim Aniołem.

Przejrzałem, ale wśród łez strumieni

Małżeńskie szczęście Karola i Zofii nie trwało jednak długo. Przerwała je śmierć; w ciągu siedmiu lat stracili bowiem wszystkie pięcioro dzieci. Pomimo ogromu cierpienia nie poddali się jednak rozpaczy i całą swą miłość przelali na biednych, chorych i opuszczonych. Wkrótce ciężko zachorowała też Zofia, której serce obumierało wraz ze śmiercią każdego dziecka. Wówczas oboje podjęli decyzję, że gdy powróci do zdrowia, poświęcą swe życie Bogu ona zostanie siostrą szarytką, on jezuitą. Niestety Zofia umarła, Karol miał 32 lata i swe cierpienie przeżywał z niezwykłą godnością, a wrodzona wrażliwość i głęboka wiara kazały mu szukać ratunku w ideałach najwyższych. Był przekonany, że to grono pięciu aniołków u stóp Matki Boskiej klęczących wyprosiło dla niego zmiłowanie.

Pomimo że Zofia umierając, zwolniła męża z podjętego zobowiązania, Karol pozostawił wszystkie dobra i miesiąc po pogrzebie żony zgłosił się do zakonu jezuitów w Starej Wsi. Podobnie jak biblijny Hiob, pozostając w ciemnej dolinie śmierci, nie przestał Bogu ufać. Ratunkiem dla niego i światłem stał się Chrystusowy krzyż, pojęty jako dar i nauka Boga oraz droga do nieba: Wśród cierpienia i łez ujrzałem po raz pierwszy duszą i sercem Ciebie, O Jezu! Ciebie na krzyżu rozpiętego. Odtąd krzyż był dla niego drogowskazem, podporą i bramą niebios. Pisał: Krzyż mój to każda myśl moja, krzyż mój to każde uczucie moje, krzyż mój to serce moje, krzyż mój to życie moje. Bycie dzieckiem Boga i jednocześnie dzieckiem krzyża stanowiło istotę Bożego dziecięctwa według Antoniewicza. To gotowość do radykalnej przemiany, to przyjęcie krzyża z pokorą i godnością.

Panie, przyjm ofiarę życia mego

Śluby zakonne złożył 12 września 1841 r. i ofiarował Matce Bożej ślubny pierścień – najbliższą sercu pamiątkę, prosząc, by został on wprawiony w złotą koronę widniejącą na łaskami słynącej figurce Madonny z nowicjackiej kaplicy. Maryi powierzył swe myśli i ofiarował pierwsze najdroższe skarby: serce i pieśni, w których opiewał Jej chwałę oraz miłość i troskę o człowieka idącego drogą krzyża.

Początek jego działalności kaznodziejskiej przypadł na czas ogromnych klęsk w naszej Ojczyźnie z powodu powodzi i głodu. Pomagał też biednym góralom na Huculszczyźnie. Podczas rabacji galicyjskiej w 1846 r. z krzyżem w ręku i w imię krzyża, potęgą krzyża i potęgą Bożego słowa pocieszał cierpiących i kruszył serca dopuszczających się zbrodni. Po pożarze Krakowa w 1850 r. na gruzach świątyń głosił kazania patriotyczne, przyczyniając się bardzo do zebrania funduszy na odbudowę spalonych kościołów. Przypominając zaś świetlaną przeszłość Ojczyzny, budził świadomość narodową i ożywiał polskiego ducha uciemiężonego polityką zaborcy. Siła oddziaływania kazań najsłynniejszego wówczas na ziemiach polskich jezuity była ogromna. Porównywano go nawet do Piotra Skargi.

Błogosławię Cię za wszystkie łzy i strapienia

W latach 1851-1852 ks. Karol przeprowadził trzynaście misji na Śląsku i w Poznańskiem. Były one jego ostatnim wielkim zaangażowaniem duszpasterskim. Ich kontynuowanie uniemożliwiła zła wola ludzka i szalejąca w Wielkopolsce epidemia cholery. Na początku września 1852 r. pisał, że żyje wśród trumien i płaczu, ale nie opuści tego ludu, choćby miał tu umrzeć. Do końca podzielił krzyż chorych. Zmarł dwa miesiące później w Obrze, miał 45 lat. Pozostawił po sobie żal całej Polski. Nabożeństwa za jego duszę odprawili najwyżsi dostojnicy kościelni, zaliczając go do grona patronów Ojczyzny. Znany historiozof Feliks Koneczny pisał w swym dziele pt. Święci w dziejach Narodu Polskiego, że Antoniewicz był najwybitniejszym w tamtych czasach kapłanem z opinią świętości, i wyraził nadzieję, że: nadejdzie dzień, w którym będzie liturgicznie zaliczony do świętych w dziejach Polski. Któż jeśli nie on?

Jego wiersze i pieśni przeniknięte prostą pobożnością i wdziękiem są prawdziwymi skarbami polskiej poezji religijnej. Kazania i listy zachwycają swą głębią. Antoniewicz należy do grona tych twórców, którzy współtworzą złotą legendę narodu polskiego czasów niewoli.

W krypcie kościoła św. Jakuba w Obrze na jego grobowcu widnieje wiersz-testament, w którym wyśpiewał najpiękniejszą pieśń wdzięczności Bogu za całe swe życie:

Za wszystko dobro z Bożej ręki wzięte,
Za skarby wiary, za pociechy święte,
Za trudy pracy i trudów owoce,
Za chwile siły i długie niemoce,
Za spokój, walki, zdrowie i choroby,
Za uśmiech szczęścia i za łzy żałoby
I za krzyż ciężki na barki złożony
Niech będzie Jezus Chrystus pochwalony!

 

Przeczytaj także

Warto odwiedzić