Przygotować serce na przyjęcie słowa - 12 VII 2026
15. Niedziela zwykła;
Ewangelia według św. Mateusza 13, 1-23
Przypowieść o siewcy to jedna z najważniejszych przypowieści Pana Jezusa. Mówi o słowie Bożym i jego roli w naszym codziennym życiu.
Ojcowie Kościoła mawiali, że każdy z nas budzi się codziennie ze skłonnością do życia „jak poganin” – czyli koncentrując się na własnej woli i na sobie. I jeśli co rano się nie nawracamy, to cały dzień żyjemy jak poganie. Nawrócenie – zmiana naszego myślenia – nie pochodzi od nas. Jesteśmy trochę jak człowiek, który wpadł do bagna. Sami z niego nie wyjdziemy. Potrzebujemy ratunku, a tym ratunkiem jest właśnie słowo Boże.
Bóg sieje swoje słowo bardzo hojnie, ale to, co się z nim dzieje, zależy od „gleby”, czyli od kondycji naszego serca. Jezus wymienia cztery postawy, które możemy przyjąć wobec słowa Bożego. Możemy być drogą. Chodzi tu o tych, którzy nie rozumieją słowa Bożego. Nie dzieje się tak dlatego, że ktoś jest mało inteligentny, ale dlatego, że nasze serce jest „udeptane” przez rutynę, pychę i światowe nawyki, przez ideologie, nasze sposoby rozumienia go, najczęściej jako ludzkie, a nie Boże słowo. Spotkałem ludzi uczonych, dla których Pismo Święte było jedynie zabytkiem starożytnej literatury bliskowschodniej. Wtedy słowo Boże nie przebija się przez tę twardą skorupę, zostaje na zewnątrz, a szatan je zabiera i nie przynosi ono owocu.
Innym razem nasze serce może przypominać miejsce skaliste, na którym jest niewiele ziemi. Przyjmujemy słowo z radością, zachwycamy się pięknym kazaniem, ale już po Mszy św. nie pamiętamy, o czym było. Karmimy się emocjami i brakuje nam wytrwałości. Jesteśmy bardzo zmienni, a gdy pojawiają się pierwsze trudności, cierpienia czy próby, natychmiast się załamujemy. W głębi serca nie szukamy bowiem woli Bożej, lecz tego, aby Bóg realizował nasze plany i marzenia. Kiedy to nie następuje, nasza wiara więdnie i z czasem usycha.
Są też ludzie, których życie przypomina pole pełne cierni. To ci, których słowo Boże do pewnego momentu prowadzi, ale z czasem zostaje ono zagłuszone przez troski tego świata. Ciernie duszą słowo, ponieważ człowiek staje się niewolnikiem swoich lęków o byt lub żądzy posiadania, zapominając, że prawdziwe szczęście daje tylko Bóg, a nie bogactwo czy inne zabezpieczenia. Pan mówi gdzie indziej: Starajcie się naprzód o królestwo Boże i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane (Mt 6, 33). Te codzienne zmartwienia tak bardzo nas pochłaniają, że odbierają nam siły do życia wiarą. Nawet jeśli ziarno zaczęło kiełkować, ciernie w końcu duszą tę wątłą roślinę i nie wydaje owocu.
Wreszcie mamy dobrą, żyzną glebę. To ci o sercu otwartym, pokornym i gotowym na przemianę. Święty Augustyn tłumaczył, że owocowanie może mieć różne oblicza. Zwyczajni chrześcijanie, którzy starają się wiernie przestrzegać przykazań w codzienności, przynoszą plon trzydziestokrotny. Ci, którzy angażują się w życie Kościoła, wspólnoty i apostolstwo, wydają owoc sześćdziesięciokrotny. Z kolei owoc stokrotny to dar męczenników – tych, którzy oddali życie za Chrystusa, lub tych, którzy każdego dnia „umierają dla siebie”, by żyć tylko dla Pana.
Najważniejsze jest to, aby każdego dnia przygotowywać swoje serce na przyjęcie słowa. Niezależnie od tego, jaki plon przyniesiemy, istotne jest, aby nie zamykać się na Boga, lecz starać się pełnić Jego wolę w każdych okolicznościach, jakie nas spotykają. To Bóg prowadzi nas różnymi drogami, a naszym zadaniem jest po prostu pozwolić, by Jego słowo w nas pracowało.
