Ogień na Karmelu
Po zachodniej i północnej stronie masywu górskiego rozpościera się widok na Morze Śródziemne, ograniczony tylko horyzontem w oddali.
W południe tafla morza mieni się odcieniami od lazurowego, przez jasny niebieski, aż po ciemny granat, a późnym popołudniem przepięknie lśni w świetle zachodzącego słońca, dając wrażenie, jakby pokryta była migoczącym złotem. Wiatr przynosi zapach morza, a dodatkowo w upalne dni wokół roztacza się woń okolicznej roślinności.
Góra Karmel. Wbrew pozorom nie jest to pojedynczy szczyt, lecz całe pasmo górskie – patrząc na mapę - w kształcie trójkąta, które ciągnie się niemal 19 km wzdłuż Morza Śródziemnego w północnej części Izraela. Na wschód od niej rozpościera się zapierający dech w piersiach widok na Galileę i dolinę Jezreel – biblijne krainy, które w przeszłości przemierzały stopy proroków, królów, Jezusa i Jego uczniów. Na jej północnym końcu położone jest portowe miasto Hajfa wraz z okalającą ten kraniec zatoką, natomiast od południa góra graniczy ze wzgórzami Manashe.
Nazwa „Karmel” brzmi niemal poetycko, w języku hebrajskim oznacza bowiem ogród, sad lub winnicę Boga. I rzeczywiście - na tle bardziej surowych krajobrazów Ziemi Świętej góra od wieków kojarzyła się z życiem, zielenią, urodzajem i miejscem świętym. Biblijni prorocy wspominali jej piękno, a autor Pieśni nad Pieśniami porównywał do niej ludzką urodę.
Ten niesamowity masyw górski był od zawsze w centrum uwagi człowieka, zapewne ze względu na jego lokalizację, kształt i piękno. Odkrycia z jaskiń zlokalizowanych na zachodnich zboczach góry Karmel należą do najważniejszych stanowisk paleoantropologicznych świata. Badania pokazują, że już około 100 tysięcy lat temu żyli tu zarówno neandertalczycy, jak i pierwsi Homo sapiens.
Ogień płonął tutaj długo przed czasami proroków i królów Izraela. Jeden z egipskich tekstów z czasów faraona Pepi I (ok. 2326-2275 p.n.e.) opisuje ekspedycję wojskową lub morską i wspomina miejsce określane jako „nos głowy gazeli”. Część badaczy utożsamia to miejsce właśnie z Górą Karmel.
Można odnieść wrażenie, że od początku dziejów człowiek wspinał się na Karmel, szukając schronienia, sensu albo czegoś większego od siebie. Być może właśnie dlatego góra ta do dziś pozostaje symbolem człowieka szukającego Boga.
Najbardziej znana historia związana z Karmelem pochodzi z Pierwszej Księgi Królewskiej. Dziewięć wieków przed Chrystusem, w czasach, gdy naród Izraelitów był podzielony na dwa królestwa: królestwo Judy na południu i królestwo Izraela na północy, to właśnie to drugie przeżywało wówczas religijny kryzys. Kult Boga Izraela mieszał się z kultem Baala - kananejskiego boga burzy i płodności. Król Achab panujący w Izraelu i królowa Jezebel (która była księżniczką fenicką z Sydonu, wychowaną w kulturze kananejskiej, silnie związanej z kultem Baala i Aszery) wspierali pogańskich proroków, a lud próbował pogodzić dwie religie naraz.
W tym czasie żył tutaj i działał prorok Eliasz (imię Eliasz oznacza „Jahwe jest moim Bogiem”), jeden z największych proroków Starego Testamentu, który rozpalony gorliwością stawał przeciw bałwochwalstwu w królestwie Izraela. Był Bogu szczerze oddany – zarówno poprzez modlitwę, jak i czystość, prostotę i ubóstwo. I to właśnie tutaj, na Górze Karmel stoczył on jeden z największych duchowych pojedynków opisanych w Biblii, ukazując moc i wyższość jedynego i prawdziwego Boga Izraela nad Baalem i jego prorokami. Opis tego wydarzenia odnajdujemy w Pierwszej Księdze Królewskiej (18, 17-40).
Według tradycji wydarzenie to miało miejsce w okolicach, w których dziś mieści się karmelitański klasztor w Muhraqa (w jęz. arabskim Muhraqa oznacza „miejsce palenia”), znajdującego się w południowo-wschodniej części masywu Góry Karmel. Z tarasu widokowego nad kościołem rozciąga się szeroki widok na Dolinę Jizreel oraz Galileę. Łatwo wyobrazić sobie tłum ludzi zgromadzonych wokół dwóch ołtarzy: jednego przygotowanego przez proroków Baala, drugiego przez Eliasza. Dziś na terenie klasztoru znajduje się kościół pod wezwaniem św. Eliasza, zbudowany w 1883 roku na ruinach kościoła z okresu bizantyjskiego.
Przenieśmy się teraz na północny kraniec Góry Karmel. Tam, na stromo opadającym w stronę morza zboczu, znajduje się grota. Jedna z najświętszych grot Ziemi Świętej. Według żydów, muzułmanów, chrześcijan i druzów jest to jedna z grot, w której prorok Eliasz żył, ale też ukrywał się niemal 29 wieków temu. Kamienna grota tonie dziś w półmroku świec i oliwnych lamp. Na ścianach wiszą zdjęcia i karteczki z modlitwami. Kilka metrów dalej słychać ruch uliczny współczesnej Hajfy, ale tutaj czas wydaje się płynąć inaczej. Ta silnie związana z grotą tradycja potwierdzona jest zachowanymi do dnia dzisiejszego napisami-graffiti, znajdującymi się na ścianach groty, a pochodzącymi z okresu bizantyjskiego (IV-VII w. n.e.). Do dziś pielgrzymi tłumnie nawiedzają to miejsce, przynosząc modlitwy i prośby w swych sercach, ufając, że św. Eliasz wstawi się za nimi.
Ta góra, miejsce pobytu Eliasza, jak magnes przyciągała ludzi pragnących podjąć trud pustelniczego życia na wzór wielkiego proroka. Poczynając od IV wieku po Chrystusie, w czasie rozkwitu chrześcijaństwa na tej ziemi, zaczęły powstawać pierwsze wspólnoty mnichów bizantyjskich. Ich rozrost nastąpił w trakcie wypraw krzyżowych. I tak na przełomie XII i XIII wieku powstał Zakon Karmelitański, którego mnisi nazywali siebie Braćmi Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel. Dla nich Karmel nie był tylko miejscem geograficznym. Stał się symbolem wewnętrznej drogi człowieka ku Bogu.
Z czasem wspólnota otrzymała regułę od patriarchy Jerozolimy św. Alberta, a świat poznał nowy zakon - karmelitów. To jeden z niewielu zakonów katolickich, którego początki można wskazać niemal dokładnie na mapie. Nie narodził się w europejskim mieście ani wokół słynnej katedry, lecz na skalistych zboczach Góry Karmel wyrastającej nad Morzem Śródziemnym.
Duchowym sercem zakonu pozostaje dziś klasztor Stella Maris, znajdujący się na szczycie zbocza, gdzie zlokalizowana jest wspomniana wcześniej grota. Jego nazwa oznacza „Gwiazdę Morza”, gdyż Maryja jest tą, która prowadzi człowieka przez wzburzone fale życia ku Chrystusowi i jest Królową tego miejsca. W ciszy klasztornego dziedzińca łatwo zrozumieć, dlaczego właśnie tutaj karmelici odnaleźli swój dom.
Ale początki wspólnoty karmelitańskiej w tym miejscu nie były łatwe. Po tym jak Arabowie pokonali definitywnie Krzyżowców, kończąc tym samym Drugie Królestwo Jerozolimskie w 1291 roku i pozbawiając tę ziemię obrońców chrześcijańskich, mnisi zostali wymordowani, a ich pierwszy kościół św. Brokarda (uważanego za jednego z pierwszych mnichów na Górze Karmel) został spalony. Ci, którzy ocaleli, zdołali uciec do Europy. Ruiny kościoła św. Brokarda znajdują się w dolinie potoku Siah na zachodnim zboczu Karmelu i są cichym świadkiem wiary, odwagi i męczeństwa ówczesnych mnichów.
Karmelici powrócili na Górę Karmel dopiero w XVII wieku. Nie był to najspokojniejszy czas. Napoleon Bonaparte, który właśnie zakończył kampanię w Egipcie, zdecydował się podbić w 1799 roku kolejno Jaffę (obok dzisiejszego Tel Avivu), a następnie ruszył na Akkę (zlokalizowaną na linii brzegowej na północ od dzisiejszej Haify). Plany generała spełzły na niczym i nie udało mu się zdobyć Akki. Jednak w wyniku długiej podróży i chorób z nimi związanych (głównie epidemie) oraz ran odniesionych w trakcie najazdów ponad 200 jego żołnierzy zostawiono w klasztorze, który przekształcono na szpital wojskowy. Niestety – wszyscy oni zostali wymordowani przez Osmańczyków, klasztor zaś został zburzony.
Przed wejściem do klasztoru znajduje się niewielki cmentarz, o którym wielu pielgrzymów nawet nie wie. Stoi tam kamienny obelisk w kształcie piramidy - zaskakujący widok na górze o takim znaczeniu dla chrześcijan. Pomnik upamiętnia tych francuskich żołnierzy. Piramida nie jest przypadkowa – wiąże się ze wspomnianą wyprawą Napoleona do Egiptu, podczas gdy cała Europa fascynowała się wtedy egipską kulturą. Symbol piramidy stał się częścią napoleońskiej wyobraźni - znakiem potęgi, chwały i imperialnych ambicji. Echo tamtej fascynacji dotarło nawet tutaj, na zbocza Karmelu.
Według przekazów karmelici opiekowali się chorymi żołnierzami. Historia klasztoru po raz kolejny splatała się więc nie tylko z modlitwą, ale również z dramatami wielkiej historii. Karmel był miejscem duchowym, ale ze względu na strategiczne położenie nad morzem pozostawał także świadkiem kolejnych konfliktów i przemarszów armii.
Obecny budynek wzniesiono w XIX wieku. Nad masywną czworoboczną bryłą klasztoru dominuje kopuła kościoła. Powstał on w miejscu, w którym wcześniej stał klasztor, zburzony w okresie panowania Osmanów. Wchodząc do kościoła, musimy przejść przez bramę, na której drzwiach widzimy płaskorzeźbę przedstawiającą Eliasza oraz Maryję z Dzieciątkiem Jezus trzymającym w malutkich rączkach Szkaplerz. Wchodząc do wewnątrz tego niewielkiego kościoła, uwagę naszą przykuwa bogactwo i piękno zdobień, ale przede wszystkim prezbiterium. W pierwszej chwili nasz wzrok wędruje wysoko, ponad nasze głowy, gdyż tam znajduje się ołtarz, a za nim króluje Matka Boża Karmelu z Dzieciątkiem na ręku. Ma się wrażenie, że Oboje serdecznie witają przybywających tutaj. Tu – w ciszy serca – można usłyszeć słowa, które niegdyś Maryja skierowała do św. Szymona Stocka (pierwszego generała Karmelitów): Przyjmij, najmilszy synu, szkaplerz (…). Kto w nim umrze, nie zazna ognia piekielnego.
Dwa niewielkie kawałki brązowego materiału stały się z czasem jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli katolickiej duchowości. Dla milionów wiernych szkaplerz nie jest amuletem, lecz przypomnieniem o modlitwie, zawierzeniu i obecności Maryi w codziennym życiu. Trudno nie myśleć o tej tradycji właśnie tutaj - na górze, gdzie karmelici przez wieki modlili się do Matki Bożej jako Gwiazdy Morza.
Tuż pod ołtarzem znajduje się grota, w której – według karmelitańskiej tradycji – miał przebywać Eliasz. Karmelici od wieków wierzyli, że człowiek musi czasem zejść do własnej „groty Eliasza”, by pośród ciszy usłyszeć głos Boga.
Dzisiejszy Karmel jest miejscem spotkania wielu światów. Górę zamieszkują żydzi, muzułmanie, chrześcijanie wraz z innymi mniejszościami wyznaniowymi, takimi jak: druzowie czy bahaici. Po zboczach góry jeżdżą samochody i kolejka linowa, w pobliskiej Hajfie mieszają się języki i religie. A w klasztorze Stella Maris nadal modlą się karmelici. Obok pielgrzymów pojawiają się turyści, żołnierze i mieszkańcy miasta szukający chwili ciszy.
A jednak mimo upływu tysięcy lat coś pozostaje niezmienne. Karmel nadal jest miejscem pytań o wierność, prawdę i obecność Boga. Jest górą, na której człowiek próbuje usłyszeć coś więcej niż własny głos. Może właśnie dlatego historia Eliasza wciąż wydaje się tak bliska współczesnemu człowiekowi. Bo również dziś łatwo zagubić się pomiędzy hałasem świata a wewnętrznym (Bożym) głosem, który - jak wierzyli prorocy i pustelnicy - najlepiej usłyszeć właśnie pośród ciszy.
Wieczorem Karmel cichnie. Znika gwar pielgrzymów, zamykają się drzwi klasztoru Stella Maris, a wiatr od morza ponownie niesie zapach soli i sosen. Gdzieś w oddali migoczą światła Hajfy, a nad zatoką zapada ciemność. Trudno wtedy nie myśleć o Eliaszu - samotnym proroku stojącym na tej samej górze niemal trzy tysiące lat temu. Świat wokół niego był pełen chaosu, religijnego zamętu i hałasu fałszywych głosów. A jednak właśnie tutaj próbował usłyszeć Boga.
Może dlatego Karmel nadal tak porusza człowieka. Bo każdy z nas nosi w sobie własny hałas, własne wątpliwości i własne pytania. I może każdy potrzebuje czasem swojej góry Karmel, swojej groty Eliasza - miejsca ciszy, w którym trzeba wreszcie odpowiedzieć sobie uczciwie: za kim naprawdę chcę iść?
A gdyby Eliasz stanął dziś na Karmelu i ponownie zadał ludziom to samo pytanie: Jak długo będziecie chwiać się na obie strony? - czy potrafilibyśmy odpowiedzieć mu inaczej niż tłum sprzed trzech tysięcy lat?
