Łączy przeciwieństwa - 24 V 2026

24 Maj 2026
ks. Robert Więcek SJ
 

Zesłanie Ducha Świętego;
Ewangelia według św. Jana 20, 19-23

Duch Święty łączy przeciwieństwa – nie skrajności. Widać to w obrazach, których używamy w określaniu Jego samego i Jego działania.

Z jednej strony mamy języki ognia, które nad każdym z uczestników spoczęły. Duch jest Ogniem i Żarem. Jest żar. Czasami wydaje się, że tli się. Są chwile, że powtarzamy: wygasł. Niełatwo jest wygasić Ducha! To nie jest piec hutniczy, do którego, gdy się pali, nie da się podejść. Ogień zapala, rozpala, nawet do czerwoności. Czyni to, by dać światło i ciepło. Także by oczyścić.

Inny obraz: kropla wody. Kropla drąży najtwardsze skały. Potrafi dotrzeć tam, gdzie wydaje się nam, że już nic nie dotrze. Umie ożywić to, co uważaliśmy już za skamielinę. Byle pozwolić, by spadła i zaczęła nasączać. Każdy otrzymuje tyle, ile jest w stanie przyjąć: kilka kropel, naparstek, szklanka, butelka… itd. W końcu wierzę, że są i chwile, gdy Duch działa jak fala tsunami, z tą różnicą, że nie po to, by zniszczyć wszystko na swojej drodze, a bardziej na ruchu „powrotnym”, tzn. by porwać za sobą.

Ci, którzy jak żagle poddali się tchnieniu Ducha, stają się jak ogień i woda. Czy nie znamy powiedzenia: do tańca i do różańca?

Jesteśmy w Wieczerniku. Wygląda jak twierdza, bo drzwi są zamknięte z obawy przed Żydami. Tyle obaw nas zamyka. Chcemy (s)pokoju. Chcemy kontroli, a wszystko się z rąk wymyka. Czy ta chęć kontrolowania w rzeczywistości nie zamyka dojść Duchowi? Wtedy bowiem koncentrujemy się na jednej przeciwności.

Człowiek pod (na)tchnieniem Ducha wie kiedy mówić, a kiedy zamilczeć; czy iść, czy zostać na miejscu. Kto wyciągnąłby przestraszonych Apostołów z Wieczernika? Czytamy, że ci wystraszeni, pozamykani, zaczynają ogłaszać z odwagą. Wychodzą z zamknięcia. Zostają wyprowadzeni. Wyrwani z automatyzacji i robotyzacji, która zawsze nam grozi.

Jest przejście od świętego spokoju do pokoju Bożego. Ten pierwszy zamyka, i to szczelnie, za wszelką cenę się dąży do niego, nawet po trupach. Ten drugi otwiera na oścież. Otwiera na trzy rzeczywistości: prawdę, wolność i radość. Te zaś przenikają i przemieniają do głębi, od środka i z zewnątrz serca człowiecze.

Ważne, żeby Pan Jezus był na środku. Wtedy przeciwieństwa się nie wykluczają. Widzimy Zmartwychwstałego i widzimy przebite ręce i bok. Ukrzyżowany żyje. Ten, którego złożono do grobu, żyje i stoi pośród nas. Ujrzenie Zmartwychwstałego (każda Eucharystia!) jest źródłem radości. Potrzeba Jego tchnienia, aby (wy)ruszyć, by poruszyć wszystko w nas, u podstaw i od podstaw. Takie małe trzęsienie ziemi.

Nie jest łatwo powiedzieć, że Panem jest Jezus. Chodzi o przemieniające wyznanie, które dotyka codzienności, jej wyborów, myśli, słów i czynów. Bez Ducha się nie da! Słyszymy o połączeniu przeciwieństw, o różnorodności jednoczącej: Różne są dary łaski, lecz ten sam Duch; różne też są rodzaje posługiwania, ale jeden Pan; różne są wreszcie działania, lecz ten sam Bóg, sprawca wszystkiego we wszystkich (1 Kor 12).

Napójmy się, nasyćmy się miłością Bożą. Ona ożywia. Sprawia, że liczne członki stanowią jedno ciało. W Duchu jest miejsce dla każdego. W dzień Pięćdziesiątnicy ludzie myśleli, że Apostołowie od rana gasili smutek w winie. Ci nie byli upojeni winem, a Duchem, i dlatego głosili wielkie dzieła Boże. Wielkie-małe. Wielkie i proste. Czyż to nie kolejne przeciwności, które się nie wykluczają?

 

Warto odwiedzić