Zdumieni lekarze powtarzali, że to cud

25 sie 2010
Bogdana, Elbląg
 

Paweł lat 32, 16 marca 2005 r. przebywając w Londynie, uległ wypadkowi. Jego stan był beznadziejny. Wezwano mnie do szpitala. Zostawiłam w Polsce trójkę małych dzieci i za pożyczone pieniądze pojechałam do Londynu trwać przy umierającym mężu. Lekarze oznajmili, że życie Pawła wisi na włosku i że nie nadaje się on do transportu. Twierdzili, że jeśli przeżyje, nigdy nie będzie chodził. Paweł się załamał.

Wiedząc, że Jan Paweł II jest bardzo chory, prosiliśmy Boga, by cierpienie Świętego nie poszło na marne, by uratował Pawła. Prosiłam wszystkich ludzi napotkanych przed Mszą Świętą w kościele oraz wspólnoty modlitewne, by prosiły Jana Pawła II o życie dla Pawła. Modliłam się także z moimi dziećmi z przedszkola, gdzie pracuję. Chodziliśmy pod krzyż papieski do kościoła i błagaliśmy głośno Ojca Świętego, by pomógł Pawłowi.

W jednej sekundzie wszystko się przemieniło. Paweł - podobnie jak Jan Paweł II - powiedział do Maryi: "Jestem Twój i zrób ze mną, co zechcesz". Od następnego dnia zaczął powracać do życia. Lekarze zdumieni powtarzali, że to cud.

Pawła przetransportowano do Polski. Jest w domu i, co najważniejsze, chodzi, nawet po schodach. Moje dzieci z przedszkola pytają o Pawła, wiedzą i wierzą, że nasz kochany Ojciec Święty wysłuchał ich gorącej i szczerej modlitwy. Dziś z wielką radością patrzę na męża, który wstaje z łóżka, siada w fotelu, idzie do kuchni, by zrobić dzieciom coś do zjedzenia.

 

Warto odwiedzić