Kościół w Islandii

29 sty 2016
Łukasz Burkiewicz
 

Liczba katolików w Skandynawii od kilku lat intensywnie wzrasta. Największą grupę spośród nich stanowią migranci z Polski, Litwy, Słowacji i Chorwacji oraz z Filipin i Wietnamu, którzy do bogatych państw skandynawskich przyjeżdżają w poszukiwaniu pracy.

Migracja zarobkowa doprowadziła do wielu zmian, zarówno na płaszczyźnie ekonomicznej, demograficznej, społecznej, jak również wyznaniowej. W samej Islandii w przeciągu ostatnich 10 lat wspólnota katolicka powiększyła się trzykrotnie, a w Norwegii przekroczyła 100 tysięcy. Już teraz 85% wszystkich skandynawskich katolików to obcokrajowcy.

Na łamach PSJ wspominaliśmy już o znaczeniu Kościoła katolickiego w Norwegii. Teraz przyglądniemy się jego roli w kraju położonym jeszcze dalej na Północ, w Islandii, gdzie Kościół katolicki, podobnie jak w Norwegii, przeżywa szybki rozwój, m.in. powstają nowe świątynie, myśli się o odnowieniu życia monastycznego. Wszystko to za sprawą dynamicznego wzrostu liczebności wspólnoty katolickiej w tym kraju. Na 329 tysięcy mieszkańców wyspy Polaków jest już około 10 tysięcy, choć nieoficjalne dane mówią nawet o 13 - 16 tysiącach. Nasi rodacy stanowią najliczniejszą mniejszość narodową na wyspie i razem z Litwinami, których jest w Islandii około 2 tysięcy, wyprzedzili tradycyjnie licznych Duńczyków (Islandia przez kilkaset lat pozostawała w większej lub mniejszej zależności od Danii, proklamując republikę w 1944 r.).

 

Dni Polskie

Kościół katolicki w Islandii ma długą tradycję. Pierwsze biskupstwo zostało ufundowane w połowie XI w. w Skálholt; drugie pół wieku później w Hólar. W okresie reformacji diecezje islandzkie przekształciły się w luterańskie. Kościół katolicki na wyspę powrócił w XIX w., a dopiero w 1968 r. zostało w Reykjaviku ustanowione biskupstwo.

Biskup Pierre Bürcher, rodem ze Szwajcarii, głowa Kościoła katolickiego w Islandii, jest pod wielkim wrażeniem aktualnych zmian, jakie zachodzą w jego wspólnocie. Jeszcze w 2004 r. na wyspie było 3 tysiące katolików. Po całkowitym otwarciu rynku pracy dla obywateli państw nowych członków Unii Europejskiej (01.05.2006) rozpoczął się masowy napływ katolików z Polski i w mniejszym stopniu z Litwy do Islandii. Przy budowie dużej huty aluminium w Rey.arfjör.ur nad Oceanem Atlantyckim (budowana przez amerykańską firmę Bechtel) pracowało 1500 robotników, z których aż 1400 było Polakami. Co ciekawe firma Bechtel, poszukując pracowników do budowy huty, brała pod uwagę m.in. to, jak przyszli robotnicy będą postrzegani przez mieszkańców wyspy. Dodając do tego koszty pracy i odległość do kraju ojczystego, wybór padł na Polaków. Ten okres wspomina Andrzej Krynke z Krakowa, pracownik firmy Bechtel: W Reydarfjordur nawet dzieci z miejscowej szkoły organizowały dla nas Dni Polskie. Były polskie tańce, jedzenie, zabawy.

W 2008 r. przyszło drastyczne załamanie islandzkiej gospodarki, wówczas kurs waluty islandzkiej w przeciągu roku spadł o 70%. Chwilowy kryzys spowodował zahamowanie migracji, jednak nie spowodował ucieczki z wyspy Polaków, którzy na trwałe wpisali się w islandzki krajobraz. Prezydent Islandii Ólafur Ragnar Grímsson powiedział, że Islandia swój dobrobyt zawdzięcza również Polakom, którzy zajmują ważne miejsce w tamtejszym społeczeństwie i są widoczni zarówno w przemyśle oraz biznesie, jak i w kulturze.

 

Biedny Kościół w bogatych państwach

Jednak przed Kościołem katolickim w Islandii stoją liczne problemy. Jego sytuacja jest zgoła inna niż w Polsce, gdzie jesteśmy przyzwyczajeni, że kościoły buduje się nawet w najmniejszych wioskach. W Skandynawii jest inaczej. W tamtejszych państwach dominuje religia luterańska, ale nie bez znaczenia dla rozwoju Kościoła katolickiego są duże odległości, rozproszenie wiernych i utrudnienia w komunikacji, w szczególności w zimie. Stąd też potrzeba wybudowania nowych świątyń. Ponadto również wspólnota nie jest zamożna, pomimo że kraje skandynawskie tradycyjnie identyfikowane są z wysokim standardem życia, (choć Islandia do 1944 r. uchodziła za najbiedniejszy region w Europie).

Pomimo tych wszystkich trudności wielu mieszkających w Skandynawii Polaków nawet nie zdaje sobie sprawy, jak ważną rolę dla Kościoła katolickiego pełni. Również wielu katolików nie uświadamia sobie, jak istotną rolę, dla nich samych i państwa, do którego przyjechali, pełni Kościół katolicki. Staje się on katalizatorem zmian, wpływa pozytywnie na asymilację migrantów ze społeczeństwem i niejednokrotnie pozwala im na zachowanie tożsamości narodowej poza granicami ojczyzny. Kościół katolicki sprawia, że staje się to znacznie łatwiejsze. Jednak nie jest to zadanie proste, gdyż jak stwierdził przewodniczący skandynawskiego episkopatu biskup Lars Anders Arborelius OCD: Jesteśmy biednym Kościołem w bogatych państwach. Warto również podkreślić, że w tym niełatwym zadaniu najtrudniejsze odcinki również obejmują nasi rodacy. W Reykjaviku polskie siostry karmelitanki bose z Elbląga prowadzą od 1984 r. Karmel opuszczony przez siostry holenderskie. Z kolei na dalekim archipelagu Lofotów w północnej Norwegii od roku 2004 cystersi z Jędrzejowa i Krakowa-Mogiły prowadzą klasztor. W tej sytuacji sprawdza się powiedzenie: Polak potrafi.

 

Przeczytaj także

Warto odwiedzić