W służbie Bogu i życiu

07 sty 2020
Michael Schenke SJ
 

Znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę, leżące w żłobie (Łk 2, 16)

Powołanie i odpowiadające mu obdarowanie należą do najistotniejszych wymiarów życia. Nie zależą one od naszej zapobiegliwości. Przychodzą do nas z góry. Winniśmy się na nie otworzyć, a nie zamykać. Napięcie między zaangażowaniem a biernym poddawaniem się rzuca się w oczy najbardziej w scenie narodzenia Jezusa. Podczas wielkich rekolekcji (Ćwiczenia Duchowne, nr 114) św. Ignacy zachęca do odprawienia rozmyślania o Bożym Narodzeniu, w atmosferze modlitewnej, by niejako uczestniczyć duchowo w tych wydarzeniach i wyobrazić sobie, że stoimy gdzieś w kącie stajenki i chłoniemy wszystkimi zmysłami wydarzenie narodzin Jezusa.

Jakie przeżycia mogły towarzyszyć św. Józefowi w tamtym czasie. Zastanawiał się on chyba nad okolicznościami, w jakich nastąpiło to narodzenie. Jak każdy świeżo upieczony tatuś myślał o tym, jak zadbać o zdrowie nowo narodzonego Dziecka, próbował wyobrazić sobie, jak będzie wyglądało. Musiał z jednej strony stać na uboczu, biernie się przyglądając, z drugiej zaś strony, brać czynny udział w tym, co się działo. Nie pozostawało mu nic innego, jak czekać cierpliwie i z nadzieją wypatrywać tego, co się jeszcze wydarzy. Narodziny są czymś, co zaskakuje, a równocześnie przynosi radość. Zdarza się, że mężczyźni towarzyszący swoim żonom na sali porodowej mdleją z przejęcia.

Podczas rozmyślania mogę sobie wyobrazić, jak to wszystko wyglądało. Józef robi co może i stara się wspierać swoją rodzącą żonę Maryję. W stajence panuje pełna uszanowania i zdumienia cisza, wyczuwa się opiekę Bożej opatrzności. Te same elementy można przez analogię przenieść na modlitwę: ze strony człowieka cierpliwe oczekiwanie, ze strony Boga wsparcie i przynoszące pokój pocieszenie. Bóle Maryi i niepokój Józefa zmieniają się w radość. W nocnej ciszy słychać pierwszy płacz Noworodka. Następuje wielka ulga po szczęśliwym rozwiązaniu.

Przeżycia podobne do tych, jakich doświadczał Józef, towarzyszą mi w modlitwie. Nie mogę nawiązać z Nowonarodzonym fizycznego kontaktu, nie mogę wytworzyć relacji ani jej wymusić, ale mogę się wczuć w Jego przeżycia, pozostając w cierpliwym zaufaniu i w postawie modlitewnej gotowości. Liczę na to, że z czasem objawi mi się w mojej codzienności. Średniowieczna teologia wyróżniała trzy fazy zaangażowania w modlitwę: czynną, bierną i trzecią, wychodzącą poza te dwie, polegającą na ciszy, w której  nadsłuchuje się odpowiedzi żywego Bytu. W modlitwie więc chodzi o żarliwe przedstawienie Bogu swoich próśb, trwanie w ufnej cierpliwości i umiejętność oczekiwania. Takie same uczucia żywi ktoś, kto dowiaduje się, że jest ojcem i ogląda cud rodzącego się życia, które się dokonuje jakby poza nim, bez jego aktualnej ingerencji. 

Również w tzw. Scintillae Ignatianae (Iskierki ignacjańskie), zanotowanych przez członków Towarzystwa Jezusowego i wydanych przez węgierskiego jezuitę Gabriela Hewenesiego, a streszczających ignacjańską duchowość i działalność, mamy poruszony problem bierno-aktywnego zaangażowania. Jezuita powinien wszystkiego oczekiwać od Boga, a niczego od siebie samego, ale równocześnie tak się o wszystko starać, jak gdyby Bóg ze swej strony niczego nie wnosił. Ten rodzaj dialektyki wprowadza w bierno-czynny stan, który ostatecznie ma zakotwiczenie w Bogu. Człowiek od Niego wszystkiego się spodziewa i dzięki temu sam staje się aktywny w codziennym życiu. Podobnie dzieje się na terenie duszpasterskich rozmów. Obydwie strony w nie zaangażowane czerpią siłę z zaufania w Boże przewodnictwo. Pozwala to nie tylko rozwiązywać konflikty między nimi, ale też znaleźć satysfakcjonujące jedną i drugą stronę oraz trwałe rozwiązanie, dzięki temu, że przedstawi się jasno sporne kwestie i sformułuje się możliwie trafne pytania.

Pełne zaufania oczekiwanie na głos oznajmiający zbawienie, rozbrzmiewający pośród nocy, przynosi nowe wyzwalające światło, podobne do tego, jakiego doświadczył Józef, który nie wiedział, jakie go czekają koleje losu, a jednak nie zamknął się na cud narodzenia Jezusa.

Michael Schenke SJ, „Jesuiten” 2/2017
z niemieckiego przełożył ks. Stanisław Ziemiański SJ

 

Przeczytaj także

Warto odwiedzić