Maryja – pierwsza uczennica Jezusa
Jakaś kobieta z tłumu głośno zawołała do Jezusa: „Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś”. Lecz On rzekł: „Owszem, ale przecież błogosławieni ci, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je”. Ewangelia według św. Łukasza 11, 27–28
To bardzo szczególny fragment Ewangelii, różnie tłumaczony i interpretowany w prawie dwutysiącletniej tradycji Kościoła. Wszystkiemu winne jest małe greckie słówko μενοῦν (menoũn) występujące w oryginale. Może ono znaczyć: „owszem”, i tak zostało przetłumaczone w Biblii Tysiąclecia, ale może też znaczyć „raczej”, a nawet „wręcz przeciwnie”. Używane było w dyskusjach, tak ja w przywołanym fragmencie Ewangelii, i służyło do skorygowania poprzedniego stwierdzenia: albo do wzmocnienia go (wtedy trzeba byłoby je tłumaczyć „owszem, ale…”), albo też do odrzucenia go i podania własnego (w takim wypadku tłumaczenie brzmiałoby „raczej, ale…” lub mocniej „wręcz przeciwnie, lecz…”). Święty Hieronim miał łatwiej niż my, ponieważ w języku łacińskim jest słowo quinimmo, które ma takie samo znaczenie jak greckie μενοῦν (menoũn). Ale nasi tłumacze musieli się na coś zdecydować i prawie wszyscy wybrali wariant pozytywny, czyli „owszem, ale…”. Właściwie jest tylko jedno polskie tłumaczenie, które wybiera wariant negatywny i brzmi on: Nie. Szczęśliwi są raczej ci, którzy słuchają słowa Bożego i się go trzymają! To tłumaczenia świadków Jehowy w tzw. Biblii Nowego Świata.
Pewnie większość czytelników to wspomniane na końcu tłumaczenie odrzuci, bo przecież pochodzi od jehowych. Rzecz jednak w tym, że niektórzy Ojcowie Kościoła podobnie interpretują ten fragment. Wydaje się, że nawet wielki św. Augustyn się za nim opowiada, choć nie w tak skrajnej formie jak w tłumaczeniu Biblii Nowego Świata. Otóż, w jednym ze swoich kazań – komentując fragment Ewangelii o krewnych Jezusa, którzy wraz z Matką Maryją przyszli do Niego (por. Mt 12,46–50), na co Jezus zareagował słowami: Któż jest moją matką i którzy są moimi braćmi? – św. Augustyn mówi: Zastanówcie się, proszę, nad słowami, które powiedział Chrystus Pan, wyciągając rękę ku swoim uczniom: „Oto moja matka i moi bracia”, oraz: „Kto pełni wolę Ojca mego, który Mnie posłał, ten Mi jest bratem, siostrą i matką”. Czyż więc Maryja Dziewica nie pełniła woli Ojca? Czyż nie pełniła woli Ojca Ta, która w wierze zaufała, w wierze poczęła, która została wybrana, aby z Niej się narodziło dla nas, ludzi, zbawienie, która została stworzona przez Chrystusa pierwej, zanim Chrystus w Niej został stworzony? Ależ tak! Najświętsza Maryja w doskonały sposób wypełniała wolę Ojca. Dlatego ważniejszą sprawą było dla Maryi, że się stała uczennicą Chrystusa, niż to, że była matką Chrystusa. Szczęśliwszym było, że stała się uczennicą Chrystusa, niż to, że była Jego matką… I nieco dalej, nawiązując już do cytowanego na początku fragmentu Ewangelii, biskup Hippony dodaje: Kiedy Pan otoczony rzeszą ludzi przechodził, czyniąc niezwykłe cuda, pewna niewiasta wykrzyknęła: „Szczęśliwe, błogosławione łono, które Cię nosiło”. Pan zaś pouczając, aby nikt nie upatrywał szczęścia w ciele, cóż wtedy odpowiedział? „Raczej ci są błogosławieni, którzy słuchają słowa Bożego i strzegą go”. A zatem Maryja jest błogosławiona, ponieważ słuchała słowa Bożego i strzegła go. Bardziej strzegła prawdy w sercu niż ciała w łonie. Chrystus jest Prawdą, Chrystus jest Ciałem. Chrystus Prawda jest w sercu Maryi, Chrystus Ciało jest w Jej łonie. Być w sercu znaczy więcej niż być w łonie. Święty Augustyn powraca do tej myśli w dziełku O świętym dziewictwie, w którym pisze: Maryi nie pomogłoby matczyne pokrewieństwo, jeśliby nie nosiła Chrystusa bardziej (dosł. szczęśliwie)] w sercu niż w łonie.
Ten komentarz św. Augustyna będzie miał charakter przełomowy w spojrzeniu na macierzyństwo Maryi, bo w istocie Jej ludzkie macierzyństwo byłoby tragiczne, gdyby wcześniej przez wiarę nie stała się uczennicą Chrystusa. Co więcej, największy poeta włoskiego renesansu Dante Alighieri w Boskiej Komedii, nawiązując do tego kazania, nazwie Maryję „córką swego Syna”. Na pierwszy rzut oka wydaje się to nielogiczne czy wręcz absurdalne, ale w logice wiary właśnie tak jest… Maryja jest bowiem córką Syna Bożego, przez którego wszystko zostało stworzone, ale jednocześnie – w porządku historycznym czy fizycznym – jest Jego Matką. Ważniejsze jednak jest to pierwsze niż to drugie, co zresztą podkreśli z całą mocą św. Elżbieta, gdy wykrzyknie na powitanie Maryi: Błogosławionaś, któraś uwierzyła…; szczęśliwiej w sercu niż w łonie - by jeszcze raz przypomnieć św. Augustyna.
Jeden z najbardziej maryjnych papieży – św. Jan Paweł II – z całą mocą podejmie tę myśl św. Augustyna w encyklice Redemptoris Mater. Pisze w niej, że Maryja była Tą, która uwierzyła. Jednak w miarę jak odsłaniało się Jej oczom i duchowi posłannictwo Syna, Ona sama jako Matka otwierała się ku tej „nowości” macierzyństwa, jakie miało stawać się Jej udziałem przy boku Syna. Czyż nie powiedziała na początku: „Oto Ja, służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa!” (Łk1, 38)? Przez wiarę słuchała w dalszym ciągu i rozważała to słowo, w którym stawało się coraz przejrzystsze, w sposób „przekraczający wszelką wiedzę” (por. Ef 3, 19) samoobjawienie się Boga żywego. Maryja Matka stawała się w ten sposób pierwszą poniekąd „uczennicą” swego Syna, pierwszą, do której On zdawał się mówić „pójdź za Mną”, wcześniej niż wypowiedział to wezwanie do Apostołów czy do kogokolwiek innego (por. J 1,43) (Redemptoris Mater 20).
Można by zatem powiedzieć, że Maryja uczyła się Jezusa przez całe Jego ziemskie życie, od Jego poczęcia, aż po krzyż i zmartwychwstanie. Jest jednak nie tylko pierwszą uczennicą Chrystusa, lecz także i Matką, i Mistrzynią Jego uczniów, uczy ich bowiem, jak być prawdziwymi Jego uczniami czy uczennicami.
Święty Jan Paweł II powróci do tej myśli w liście apostolskim o różańcu Rosarium Virginis Mariae, gdzie napisze: Chrystus jest Nauczycielem w całym tego słowa znaczeniu, jest objawiającym i samym Objawieniem. Nie chodzi jedynie o nauczenie się tego, co głosił, ale o nauczenie się Jego samego. Jakaż nauczycielka byłaby w tym bieglejsza niż Maryja? Jeśli ze strony Boga to Duch Święty jest wewnętrznym Nauczycielem, który prowadzi nas do pełnej prawdy o Chrystusie (por. J 14,26; 15,26; 16,13), wśród istot stworzonych nikt lepiej od Niej nie zna Chrystusa; nikt nie może, tak jak Matka, wprowadzić nas w głęboką znajomość Jego misterium (Rosarium Virginis Mariae 14). Tak więc ten dar, jakim jest różaniec, to szkoła stawania się uczniem czy uczennicą Chrystusa. Medytując bowiem Jego tajemnice i tajemnice Jego Matki, uczymy się Jezusa, tak jak Ona – pierwsza Jego uczennica – się Go uczyła, a teraz uczy tego nas.