Prowadzeni przez Ducha Świętego - 10 V 2026
6. Niedziela Wielkanocna;
Ewangelia według św. Jana 14, 15-21
W 6. niedzielę wielkanocną otrzymujemy Ewangelię, w której Pan Jezus przygotowuje uczniów do swojego odejścia, mówiąc: Nie zostawię was sierotami.
Pan nigdy nie zostawia nas sierotami. I obiecuje: będę prosił Ojca, a innego Parakleta da wam. To bardzo piękne greckie słowo – παράκλητος (parákletos) – oznacza o wiele więcej niż to, do czego się przyzwyczailiśmy, czyli „pocieszyciel”. Paraklet to ktoś, kto jest przy nas i nie tylko pociesza, lecz także broni. Broni przede wszystkim w sensie najgłębszym, duchowym, przed fałszywymi interpretacjami tego świata i historii, również naszej osobistej historii – tego, co nam się przydarza, i tego, co czujemy wewnętrznie. Ciągle bowiem atakuje nas ten, którego Pismo Święte nazywa κατήγορος (katégoros), czyli „oskarżyciel” (por. Ap 12,10b). Jest nim zły duch starający się wtłoczyć nam na wszelkie możliwe sposoby fałszywą interpretację historii naszego życia. Fałszywą w dwóch kierunkach: albo w kierunku negatywnym – oskarżeń, poczucia winy, negatywnego patrzenia na świat, otaczających nas ludzi i siebie samych; albo w kierunku, który wygląda na pozytywny, ale w gruncie rzeczy też jest negatywny – czyli że jesteśmy lepsi, że to my jesteśmy panami nad naszym życiem i wieloma innymi sprawami. Tomasz à Kempis, jeden z mistrzów duchowych, mówi: Nie porównuj się, bo zawsze odkryjesz albo że jesteś gorszy i wtedy będziesz wpadał w przygnębienie, albo że jesteś lepszy i wtedy będziesz utwierdzał się w swojej pysze. To, co nam daje Paraklet, to prawda. Pierwszym Parakletem jest sam Jezus Chrystus. On objawiał prawdę Apostołom, kiedy był razem z nimi. Teraz jednak zapowiada swoje odejście i mówi: będę prosił Ojca, a innego Parakleta da wam – Ducha Prawdy. Ów Duch Prawdy to Duch Jezusa Chrystusa, bo to On jest Prawdą.
Każdy z nas przeżywa w swoim życiu rozstania. Tak jak Jezus – owszem, Syn Boży, ale i człowiek – był dla swoich uczniów w swoim człowieczeństwie i przez nie umocnieniem, prowadził ich do prawdy i pozwalał im poznać Boga, tak i my – każdy z nas - ma swoich ludzkich pocieszycieli i obrońców. Zaczyna się to od rodziców, a później mamy innych doczesnych parakletów, którzy pomagają nam i nas prowadzą. Jednak to ludzkie prowadzenie nie tylko że się kończy, lecz też powinno się kończyć. Pan Jezus w pewnym momencie mówi do Apostołów: pożyteczne jest dla was moje odejście. Tak też pożyteczną rzeczą jest to, że tracimy owych ludzkich pocieszycieli, nauczycieli i mistrzów. Jest to pożyteczne, chociaż bolesne. Wielu z nas już tego doświadczyło i być może nawet miało pretensje, że ktoś odchodzi. A tymczasem to właściwa Boża pedagogia. Pan Jezus mówi: jeśli Ja nie odejdę, Paraklet nie przyjdzie.
Chodzi o to, aby przyszedł do nas Paraklet – Duch Święty – i przejął tę fundamentalną rolę prowadzenia, pocieszania i bronienia nas. Aby to On dawał nam tę najprawdziwszą interpretację rzeczywistości. Aby nasze serce było otwarte na tę miłość, na Ducha Bożej Prawdy, bo to ona nas przemienia i daje nam moc, której potrzebujemy, by prowadzić autentyczne życie chrześcijańskie bez ludzkich podpórek, chociaż one zawsze w jakiejś mierze będą. Najważniejsze jednak jest to, by prowadził nas Duch Święty.
Kiedy ojciec młodziutkiego Karola Wojtyły zauważył u niego pewne niedoskonałości, i to w czasie służenia do Mszy św., zapytał go: A ty modlisz się do Ducha Świętego? On odpowiedział: Nie. Wtedy ojciec dał mu krótką, prostą, modlitwę, aby modlił się do Ducha Świętego. I on codziennie tę modlitwę odmawiał: kiedy był chłopcem, potem studentem, klerykiem, kapłanem, biskupem, kardynałem i papieżem – do końca życia. I sami wiemy, jak wielkich rzeczy Pan Bóg przez niego dokonał, jak Duch Święty go pocieszał, bronił i prowadził. To samo pragnie czynić z nami.
