O-DNA-leziony - 26 IV 2026
4. Niedziela Wielkanocna;
Ewangelia według św. Jana 10, 1-10
Każdy odnajdzie się u Dobrego Pasterza. Jakże wymowny opis daje Ezechiel (rozdz. 34). Pan Bóg szuka owiec i ma o nie pieczę; rozproszone znajdzie i uwolni; poprowadzi do domu; będzie pasł na dobrym pastwisku.
Obojętnie, w którym miejscu życia się znajdujesz, to wiedz, że zagubioną odszukam, zabłąkaną sprowadzę z powrotem, skaleczoną opatrzę, chorą umocnię, a tłustą i mocną będę ochraniał. Ja, Pan!
Tu nie ma owijania w bawełnę i nie ma mydlenia oczu. Jest i światło, i ciemność. Jest głos pasterza i wycie wilka. Jest owczarnia i teren poza nią. Są pastwiska i wcale niełatwa droga na nie. Źródła są na wyciągnięcie ręki, ale trzeba ją wyciągnąć. Owczarnia nie jest fortecą, ale ma bramę. Tylko złodziej i rozbójnik chce wchodzić przez dziurę w płocie lub podkop. Choć dziś to są i tacy, co „na bezczelnego” do frontowych drzwi zapukają.
Nasze „niebo-owczarnia” znajduje się „już” w sercu, bo pełnia po śmierci na „zielonych”, a dokładniej „niebieskich” pastwiskach. To serce jest „bramą” i przez nią wchodzi pasterz owiec. To jest „izdebka”, o której mówi Pan Jezus. Intymna i osobista przestrzeń, odwiedzana i strzeżona. Bo jest zarezerwowana dla żywej relacji z Bogiem.
Trzeba trochę o złodziejach i rozbójnikach powiedzieć. Tych nie brakuje. Trzy podstawowe działania: Złodziej przychodzi tylko po to, aby kraść, zabijać i niszczyć. „Kraść” - to próba zawłaszczenia tego, co nie jest własnością. Tylko po co „zabijać i niszczyć”? Bo to, co nie jest „moje”, prędzej czy później zostaje „zniszczone”. Zawłaszczenie bowiem nie oznacza stania się właścicielem. Cały czas pozostaje się „złodziejem”.
Ta „inna droga”, o której jest mowa, to „wdzieranie się”. Wdziera się (w tle „wydziera się”) fala powodzi. Jednak zaczyna się od kropel deszczu, od topniejących tafli lodu. Coś, co u początków było „malutkie”, przemienia się w żywioł nie-do-ujarzmienia.
Na nasze czasy taką falą są „słowa” – tsunami słów, których znaczenia nie znamy albo lepiej - których znaczenie ciągle „przeinaczamy”. Słuchamy prawie „każdego”, a nie tylko „jednego”. Nie chodzi o zakładanie kagańców na usta. Jeśli nie ma uważnego słuchania, to cokolwiek stanie się takim kagańcem i pętami.
Mówimy o „dobrym Pasterzu”, a czy znam(y) Jego głos? I to jest podstawowe - by znać, to słuchać trzeba. Inaczej się nie nauczymy. „Głuchy” nie usłyszy, i to jest oczywiste. Tym bardziej, że pasterz przychodzi do owczarni, gdy jest jeszcze „ciemno”, a więc jego nie widać. To głos „zdradza”, kto jest pasterzem, a kto złodziejem i rozbójnikiem.
Także to, co mówi. Warto dziś rozważyć owo woła on swoje owce po imieniu. Ciebie i mnie. I cały Kościół. Co to dla mnie znaczy w praktyce? W mojej praktyce, a nie tylko w teoretycznych dywagacjach. Bo tak naprawdę daję się „wyprowadzić” – oby nie „w pole”, ale „na pastwiska”; oby nie „na manowce”, ale „ku źródłom”. Od stanu i stopnia słuchania i (po)znania głosu Pasterza zależy, dokąd zmierzam.
Czy Pan Jezus i Jego słowo jest „swoje”, czy też „obce”? Zauważmy, że Dobry Pasterz staje na czele, nie chowa się za owcami. Byśmy nie pomylili porządku, że postępujemy za Jezusem, bo znamy Jego głos. A od obcego głosu uciekajmy! Nowinkarstwo nie jest nam potrzebne. Tudzież plotkarstwo. To Jezus jest „bramą owiec” i chcąc być w Jego owczarni i na Jego pastwiskach tylko przez tą bramę wejść możemy, by być zbawionymi.