Głód: jestem - mam - 22 II 2026
1. Niedziela Wielkiego Postu;
Ewangelia według św. Mateusza 4, 1-11
Czy poczucie „głodu” jest zawsze głodem? Jakie głody są we mnie? Czy wszystkie trzeba zaspokajać? I to do sytości graniczącej z obżarstwem? Wiele z nich jest wymyślonych. Podsuniętych nam. Im mniej „smaku”, tym więcej „głodu”. Im mniej „smakowania”, tym więcej „głodowania”, choć pokarm jest na wyciągnięcie ręki.
Głód był, jest i będzie! Pan Jezus odczuł w końcu głód – głód chleba (czegoś podstawowego, koniecznego do życia), i to całkiem uzasadniony, wszak przepościł czterdzieści dni i czterdzieści nocy. Czy moje głody są „witalne”, tzn. ich niezaspokojenie sprawia, że utracę życie?
Nikt nie obiecywał, że nie będziemy odczuwać braków. Czy mamy się na nich koncentrować? Czy naprawdę każdy odczuwany brak jest śmiercionośny? Ciekawe, że w wielu językach nie mówi się „jestem głodny”, a „mam głód”.
Głód to doświadczenie trudne. A pytamy Boga o Jego zdanie na temat naszych głodów i ich zaspokajania? Wtedy też przychodzi diabeł – kusiciel, jak to uwypukla dziś Ewangelia – by nas zwodzić (wodzić za nos). Wykorzystuje sytuację.
W liturgii mamy dwa wydarzania związane z kuszeniem. Pierwsze z Księgi Rodzaju (2, 7-9; 3, 1-7). Ważny jest „wstęp”, a mianowicie fakt, że niczego nie brakuje człowiekowi. Jest rękodziełem Bożym (Bóg go „ulepił”). Jest napełniony życiem Bożym (tchnął w jego nozdrza tchnienie życia). Został dla niego zasadzony ogród – Eden – raj i… został tam umieszczony. Niczego mu nie brakuje. Wobec tej sytuacji sytości i pełni, bo pamiętajmy jeszcze o spotykaniu się z Bogiem w porze łagodnego wietrzyku, wydaje się czymś absurdalnym, by to psuć. Dobrobyt nieświadomie przeżywany to utrata kontaktu z rzeczywistością. Szatan to wykorzystuje. Nie atakuje wulgarnie: sieje nieufność. Masz tyle, a zapominasz o byciu, o tym, kim jesteś.
Jakbym dziś słyszał: Na pewno nie umrzecie!, a śmierć stała się nam towarzyszką niezauważalną, wpisaną w horyzont i w bliskość. Udajemy jakoby jej nie było. Sami ją zapraszamy raz za razem, by przychodziła. Ona przychodzi i bierze we władanie. Kiedy naprawdę otworzą się nam oczy i poznamy, że jesteśmy nadzy!?
Drugie kuszenie jakże odmienne. Jezus jest „na pustyni”, to miejsce niepodobne do Edenu. Czy nie jest to doświadczenie każdego człowieka? Jak odczuwam głód, tak też doświadczam pustyni. Niezaspokojony głód niekoniecznie do kresu życia prowadzi.
W Księdze Rodzaju kobieta prowadzi „dialog ze złem” i przegrywa z kretesem. Tutaj Syn Boży nie dialoguje. Na przewrotne pokusy i podszepty diabła odpowiada słowem Bożym, bez żadnych dodatków. Wyznaje: „Jestem Synem Bożym” – należę do Ojca i On troszczy się o chleb.
To wyznanie zaprowadzi Go na śmierć! Wszak to będzie główny powód do oskarżenia i wydania wyroku. Nigdy się nie wyprze. Nawet odczuwając głód. Nawet mając przed oczyma wszystkie królestwa świata oraz ich przepych. Syn przyszedł, aby żyć słowem, nie wystawia Ojca na próbę, a ze wszystkich sił Jemu samemu służy, czyli miłuje. Syn staje się Chlebem na życie wieczne, Chlebem zaspokajającym wszelkie głody. Spożywając ten Chleb, stajemy się „chlebem”.
