Droga Krzyżowa - Spojrzenie oczami Matki
I Sąd nad Synem
Ile nasłuchała się o swoim Synu… nawet, że odszedł od zmysłów… Ale przecież wariatów się nie sądzi – są ubezwłasnowolnieni… A tu sądzą Jej Syna, i to dwukrotnie. Pierwsze sądy odbyły się w nocy. Tyle nocy nazaretańskich, gdy patrzyła na Syna, jak spał, i tak wiele o Nim rozmyślała. Drugi sąd przed Piłatem – by umyć ręce. Takie poranne obmycie, by się dobrze poczuć… Syn przyjął… Matka przyjęła wyrok.
II Krzyż w ramionach Syna
Niejedno polano drewna łamała, by podsycić ogień, na którym piekła chleb, pokarm przygotowywała. Wiele drewna widziała, wszak Józef był cieślą. A teraz przed Jej oczyma jedna poprzeczna belka, na której - już wie - zawiśnie Jej Syn. Co czuła Matka widząc, jak On bierze tenże krzyż w ramiona, obejmuje tak, jak Ona Jego obejmowała?
III Upadek na drodze
Ile śmiechu było przy pierwszych pokracznych nieco próbach chodzenia… Stała blisko, a i tak zapobiec nie mogła upadkom przy nauce stąpania po ziemi. Teraz też blisko się znajduje i zapobiec nie umie… Patrzy przerażona, że upada, a belka swoje tańce wyprawia. Już nie ma śmiechu… Jest płacz Niepokalanego Serca! Za grzechy ludzi, za grzechy moje, twoje, nasze Pan upada.
IV Bolesne spotkanie
Matka oczekuje swego Syna. Nieustannie. Małego, wyrosłego i tego, który do domu rzadko wraca. Matka oczekuje spotkania. Ma do tego pełne prawo. Syn nie chce Jej oszczędzić tego wydarzenia. On wie – i Ona wie – że tak być musi. Stąd milczenie przyzwolenia. Głębokie spojrzenie w Serce i oczy. Takie samo jak w nazaretańskiej nocy zwiastowania: fiat rozbrzmiewa.
V Pomoc Szymona
Nie znała Szymona. On Jej na oczy nie widział. Ona była wdzięczna za pomoc dla Syna. Matka potrafi być wdzięczna. Czasami wystarczy jedno słowo, spojrzenie, wyraz twarzy. Nie patrzy Matka na grymas zmęczenia i zniechęcenia. Widzi dłonie i ramiona, które biorą drewno na Syna włożone i niosą, by na nim ukrzyżować te synowskie dłonie.
VI Gest Weroniki
Kolejny gest miły Matce. Prawdziwe oblicze, Weroniki serce. Nie ma sił, bo obolałe do granic możliwości jest Jej Serce. Widzi przebijającą się przez ścianę ciemności strugę światła jak poranny promyk nadziei wbrew wszelkiej nadziei. Być może wzrokiem się spotkały. Kobieta patrząca w oczy kobiety. Matka w oczy córki. Tego nie pojmie postronny obserwator.
VII Kolejny upadek
I cios kolejny w Serce. Zadrżało, widząc pochylające się nienaturalnie ciało, które kontrolę nad sobą straciło. I gruchnęło o ziemię z rozpędu przygniecione ciężarem drewna niesionego na barkach. To jak wysadzenie budowli niepotrzebnej. Masa kurzu. Odpryski piasku i kamienia. Leży i nic już nie jest do zrobienia. Zostaje tylko modlitwa: wytrwaj Synu do końca.
VIII Współczucie niewiast
Niewiasta pojęła niewiasty płaczące? Czy słyszała te głosy zawodzące, żal serc litością poruszonych? One słabe, bezradne. Zawodowe płaczki. Bo wypada? Bo trzeba? Zmieńcie sposób patrzenia. Uczy tego Syn i wtóruje Matka: Zróbcie, niewiasty, co Syn mój wam powie.
IX Upadek przed szczytem
Zamknęła oczy w bólu niepojętym. Bo tuż przed szczytem Syn bezwiednie upada. Nie wiadomo, czy coś, czy też wszystko połamane. Fala nienawiści przez Nią przenika, bo odczuwa każdą komórką swego ciała i Serca, co też dzieje się w ciele i Sercu Syna.
X Ogołocony
Gdy się narodził brała Go w ramiona. Widziała i przewijała Jego ciało. Myła je i karmiła, jak na Matkę przystało. Teraz obnażony. Ogołocony. Nawet suknię, którą Mu utkała, zabrano i sprzedano. Widzi dziecko i Syna. Wstyd odczuwa? A czego tu się wstydzić? Matka zawsze rozpozna i podejdzie. Słów kilka powie. Niekiedy uczyni to spojrzeniem.
XI W dźwiękach krzyżowania
Uszu zatkać się nie da! Uderzenia młotka jak wielkopiątkowa kołatka. Ostro jak metal o metal, wszak gwoździe z tego samego materiału co młotek. Bije mocno. Czy to już ostatnia godzina? Bije precyzyjnie jak szwajcarskiego zegarka serce. Bije, by zatrzymać Serce Boże. Nie sposób tego nie usłyszeć… nie wysłuchać… Mistrzyni słuchania.
XII Błysk wśród ciemności
Noc się zrobiła wokoło. Patrzy na Syna. Tenże już nie w kołysce, a klatka piersiowa oddycha w nienaturalnych konwulsjach. Pomóc Mu nie może. Wie, że to ostatnie tchnienie. Zaczyna wołać: miej miłosierdzie dla nas i całego świata. Nie znika ciemność. Rodzi się kolejny błysk światła jak rozdarta zasłona świątynna.
XIII W ramionach Matki
Groteskowa sytuacja. Matka trzyma w ramionach ciało swego dziecka. Ktoś powie, co bardziej naturalnego? Tyle, że Syn ten - już ponad roku trzydziestego progi przekroczone - nie oddycha, bo oddał ducha. Nie je pokarmu, bo już go nie potrzebuje. Ukojenia nie czuje, bo nie czuje. Słowa nie wyrzeknie. Spojrzeniem nie uraczy. Tylko Matka wie, po co Go trzyma.
XIV Nadzieja i oczekiwanie
Jak kładła Go do kołyski, tak teraz kładą Go do nowego grobu. Poranek rozbłyska, a raczej brzask słodki. W ciemności złożony, by otworzyć bramy dnia i zwycięstwa. W tym też Matka jest obecna. Czeka. Wierzy. Miłuje. Nie dlatego, że nic Jej nie pozostaje, a dlatego, że w Nim na wszystko się zdaje.