Obrazek w portfelu

31 paź 2014
Mikołaj Świerad
 

Trzech urwisów – Filip, Łukaszek i jeszcze jeden z równoległej klasy umówiło się, że kupią sobie na przerwie w szkolnym sklepiku cukierki na spółkę. Zajęli kolejkę tuż za Danielem i stojąc w niej, bezustannie się poszturchiwali.

Tyczkowaty Filip popchnął niskiego, rozczochranego Łukaszka na jakąś dziewczynkę i gdy rechotał głośno ze swego żartu, widać było wyraźnie jego nadpsuty, przedni ząb. Trzeci chłopiec raz po raz pociągał nosem. Daniel poprosił o mineralną. Kiedy otwierał portfel i odliczał pieniądze, Filip niespodziewanie zajrzał mu przez ramię.

– O rety, patrzcie, on nosi w portfelu obrazek z Matką Boską! Ale dziecinada!

– Sam jesteś dziecinny. Poza tym, czy nikt cię nie nauczył, że zaglądanie do cudzego portfela to brak wychowania? – odparł Daniel i chciał jeszcze rzucić jakąś uwagę o zębach Filipa, w porę jednak się powstrzymał. Wszyscy wiedzieli, że gdy się o tym wspomina, chłopiec robi się markotny. Rodzice, usłyszawszy kiedyś o tym w domu od Daniela, stwierdzili, iż takie wyśmiewanie się jest brzydkie i niehonorowe. Można krytykować postępowanie, jednak nie można szydzić z samego człowieka.

Daniel lubił ten obrazek. Mama z tatą dostali go od kogoś z rodziny, był pamiątką po pielgrzymce. Oni również nosili podobne, więc gdy spytali Daniela i jego siostrę, czy także chcą takie obrazki, chętnie się zgodzili. Nie było w tym nic nadzwyczajnego.

Na kolejnej pauzie Filip znowu dokuczał Danielowi. Wtórował mu nieuczesany Łukaszek.

– To w ogóle nie jest śmieszne. Wiesz, co robisz? – spytała Agnieszka – Sama noszę podobny, ze świętym Janem Pawłem II. Wcale nie uważam tego za dziecinadę.

– Według mnie to tak, jakbyś śmiał się z kogoś, kto ma na szyi krzyżyk lub medalik – dodał Waldek.

Filip odburknął coś w odpowiedzi, i właśnie wówczas głos zabrał Zbyszek.

– To jak to jest? Ty się śmiejesz, a twoi rodzice sami mają w aucie różaniec i obrazek świętego Krzysztofa?

Przecież widziałem, kiedy twój tata odwoził nas niedawno ze szkoły.

Tyczkowaty urwis oblał się rumieńcem, słowa Zbyszka zupełnie zbiły go z pantałyku i gdyby mógł, pewnie czmychnąłby czym prędzej na korytarz, lecz zabrzmiał dzwonek. Przez całą lekcję polskiego Filip siedział cicho i nie odezwał się ani słowem, zaś na gimnastyce wuefista musiał na siłę dołączać go z Łukaszkiem do którejś drużyny piłkarskiej – podczas dobierania się tylko oni zostali na środku, choć grali chyba najlepiej ze wszystkich.

Klasa wyraźnie odsunęła się od Filipa. Niby odpowiadano mu na powitania, jednak mało kto chętnie z nim rozmawiał. Ci, którzy uczestniczyli w ruchu oazowym lub liturgicznej służbie, skupili się wokół Daniela i Zbyszka; wyglądało na to, że niespodziewanie znaleźli nową płaszczyznę porozumienia.

W następnym tygodniu Daniel był dyżurnym. W klasie zjawił się wcześniej. Otworzył okno i spojrzał na podwórko: lekka mgła, kasztan przy szkole, purpurowe, żółte, brązowe liście; feeria barw. Nagle ktoś wszedł, powstał przeciąg, drzwi zamknęły się z głośnym hukiem. Był to Filip.

– Cześć – powiedział.

– Cześć – odparł Daniel.

Zamiast do swojej ławki, tyczkowaty kolega podszedł od razu do Daniela.

– Specjalnie przyszedłem dziś wcześniej, bo wiesz… – chwilę się zawahał i gdy stał tak, znów widać było przedni, nieco nadpsuty ząb – chciałem cię przeprosić za moje zachowanie. Nie powinienem śmiać się z ciebie, a tym bardziej z obrazka, który zobaczyłem w twoim portfelu.

Daniel był tak zaskoczony, że nie wiedział, co odpowiedzieć, rzucił więc: – A może wpadłbyś dziś wieczorem na salę? Klub parafialny organizuje trening piłki halowej.

– Dziś? Dzisiaj nie mogę. Po lekcjach mam wizytę u dentysty.

 

Przeczytaj także

Janina Stefaniszyn
ks. Stanisław Groń SJ
Karolina Kmiecik
Barbara Cabała
Mikołaj Świerad
Katarzyna Jarkiewicz
Bożena Leszczyńska OCV

Warto odwiedzić