Ubodzy wśród nas

24 cze 2014
Martin Maier SJ
 

Gdy Carlo Maria Martini SJ, długoletni arcybiskup Mediolanu (zmarł w 2012 r.), wizytował któreś z miast swojej wielkiej diecezji, zwykle najpierw wstępował do więzienia. Był bowiem przekonany, że tu się skupiają i najbardziej rzucają w oczy problemy miasta. Nie to jednak było jedynym celem odwiedzin duchownego w więzieniach.

Odwiedzanie więźniów należy do dzieł miłosierdzia, które czerpie swe natchnienie z Ewangelii św. Mateusza, z eschatologicznej mowy Jezusa o sądzie ostatecznym. Jezus utożsamia się w niej z cierpiącymi biedę, z chorymi, bezdomnymi, obcokrajowcami, a nawet z więźniami: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili (Mt 25, 40). Oni są moimi przedstawicielami.

 

Spotkanie z Jezusem

Aby dzisiaj spotkać Jezusa, najlepiej udać się do szpitala, schroniska dla uchodźców czy więzienia. Właśnie dlatego Ignacy z Loyoli kładł nacisk na to, by jezuici spotykali się bezpośrednio z chorymi w szpitalach, z przebywającymi w więzieniach; i im służyli. O tych dziełach miłosierdzia jest mowa w siódmej części Konstytucji Zakonu: I tak na przykład przez niesienie pomocy chorym, zwłaszcza przez odwiedzanie ich w szpitalach i posyłanie im kogoś do posługi, (…) przez nawiedzanie ubogich i więźniów w publicznych więzieniach, tak jak to będzie możliwe, oraz przez udzielanie im wsparcia osobistego i przez troskę o to, by ich inni wspierali (nr 650). Ignacy nawet zobowiązuje prowincjała, by podczas corocznej wizytacji domów zakonnych pytać o to, czy tam otacza się stałą troską przebywających w więzieniach.

 

Spotkanie z ubogimi

W większości krajów wolno opiekować się więźniami, regularnie ich odwiedzać, pełnić służbę kapelanów więziennych. Sam przez wiele lat odwiedzałem w Bawarii kobiety pochodzące z Ameryki Łacińskiej, osadzone w więzieniu. Najczęściej odsiadywały karę za przemyt narkotyków. Werbowano je w ich krajach i wynajmowano, jako kurierki w handlu narkotykami. Często aresztowano je tuż po wylądowaniu na lotnisku. Rozmawiając z nimi, dawałem im do zrozumienia, że narkotyki nie są czymś niewinnym, przynoszą śmierć. Kobiety te decydowały się na ten krok przeważnie z powodu biedy i braku perspektyw. One same też były ofiarami. Szczególnie wzruszające były Msze święte odprawiane przeze mnie w języku hiszpańskim tam za kratami. Dzięki ich ojczystemu językowi kaplica więzienna stawała się poniekąd miejscem przyjaznym i jakby cząstką ojczyzny. Podczas takiej Eucharystii miałem poczucie, że Jezus rzeczywiście przebywa w więzieniu z nimi i w nich.

Aby spotkać się z ubogimi, nie musimy jednak udawać się do więzień. Francuski ksiądz-robotnik Jacques Loew tak określał ubóstwo: Ubogim jest ten, kto nie ma nikogo bliskiego. Takimi są w naszym otoczeniu przede wszystkim ludzie samotni. Często wegetują opuszczeni w domach starców, gdzie mają wprawdzie dobrą opiekę, ale nikt nie chce z nimi rozmawiać. Dlatego do uczynków miłości bliźniego zaliczyć można też odwiedziny u ludzi starszych.

 

Bieda, nędza i uśmiech

Miarą humanizmu danego społeczeństwa jest odnoszenie się do biednych i potrzebujących pomocy. Chyba dlatego Pan Jezus szczególnie chętnie przebywał między ubogimi, i wśród Ośmiu

Błogosławieństw ich wymienił na pierwszym miejscu. Nie chodzi tu o jakieś romantyczne podchodzenie do ubóstwa, bo ubóstwo ma swoje ciemne i odpychające strony; ono nieraz po prostu śmierdzi. Gdy ubóstwo przybiera postać nędzy, trzeba podjąć wszelkie wysiłki, aby jej zapobiec. Spotkanie z biednymi może mieć także stronę jasną, ubogacającą i uszczęśliwiającą. Św. Ignacy opisuje w jednym z listów do jezuitów w Padwie z roku 1547 takie doświadczenie: Ubodzy częściej serdecznie się śmieją, ponieważ nie mają innych problemów.

Dowodem na to jest zetknięcie się ze zwyczajnymi żebrakami. Patrząc na ich pogodną twarz, stwierdzamy, że żyją oni radośniej i pogodniej niż wielcy kupcy, urzędnicy i książęta oraz inne znaczące osoby. Przywodzi nam to na myśl wypowiedź Pana Jezusa w Ewangelii na temat bogactwa: Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na duszy swej szkodę poniósł (Mt 16, 26).

 

tłum: ks. Stanisław Ziemiański SJ, „Jesuiten“/1(Marzec 2014), s. 14-15

 

Przeczytaj także

Warto odwiedzić