Wierzę w Boga, Ojca Wszechmogącego

19 lis 2013
ks. Jan Ożóg SJ
 

 

Za naszym Katechizmem[1] stwierdzamy, że "spośród wszystkich przymiotów Bożych Symbol wiary wymienia tylko wszechmoc Bożą; wyznanie jej ma wielkie znaczenie dla naszego życia. Wierzymy, że wszechmoc Boża jest powszechna, ponieważ Bóg wszystko stworzył[2], wszystkim rządzi i wszystko może; jest miłująca, ponieważ Bóg jest naszym Ojcem[3]; jest tajemnicza, ponieważ tylko wiara może ją uznać, gdy się w słabości doskonali[4]".

O tym, że wszechmoc Boża jest powszechna, wiemy przede wszystkim z Pisma świętego. Bóg jest potężnym Bogiem Jakuba[5], jest Panem Zastępów, Panem dzielnym i potężnym w boju[6]. Nasz Katechizm także się na Pismo święte powołuje i stwierdza z całym przekonaniem, że "Bóg jest wszechmogący na niebie i na ziemi[7], ponieważ On sam je stworzył. Dla Niego nie ma czegoś, co byłoby niemożliwe[8], i to On rozporządza swoim dziełem zgodnie ze swoją wolą[9]. Bóg jest Panem wszechświata, którego porządek sam ustalił i który jest Mu całkowicie poddany i uległy. Jest władcą historii; rządzi sercami i wydarzeniami według swego upodobania"[10]. Nic dziwnego, że autor Księgi Mądrości woła z zachwytem do Boga: Potężnie działać zawsze jest w Twej mocy i któż się oprze potędze Twojego ramienia?[11].

Dla biblijnych Żydów i dla wczesnych chrześcijan prawda o tym, że Bóg jest wszechmocny, była szczególnie żywa, pierwsi bowiem w szczególny sposób przeżywali Boga, drudzy Jezusa z Nazaretu. Trzeba nam jednak wiedzieć, że nie byli to ani filozofowie z prawdziwego zdarzenia, ani teologowie, byli to ludzie o niezwykle żywej wierze, umocnionej zresztą zarówno bezpośrednim oddziaływaniem Boga, jak i tym, że tę niezwykłą obecność Boga wszyscy oni niemal namacalnie odczuwali. Kiedy człowiek tak przeżywa Boga, rzadko myśli o tym, jak formułować zdania i wypowiedzi logicznie niepodważalne. Chce on jedynie głosić innym wielkość, dobroć i wspaniałość Boga, ponieważ sam nieustannie doznaje niepojętej radości, ponieważ sam jest przez to spotkanie wewnętrznie poruszony. Takie przeżycie Boga dopiero wtedy sprawia człowiekowi prawdziwą radość, kiedy uszczęśliwia nie tylko jednostkę, ale również krąg przyjaciół, a nawet cały naród. I tak się zazwyczaj dzieje, że to nie teologowie ani nie filozofowie, lecz całkiem prości ludzie umieją przekazywać innym tę nadprzyrodzoną radość. Oczywiście, są to ludzie z sercem, nie krzyczą zatem fanatycznie ani głośno radości swej nie wykrzykują, są jednak nieustannie gotowi dzielić się z innymi własnymi doznaniami, a także powiązać je z tym wszystkim, co się w życiu dzieje.

Biblijni Izraelici sami na własne oczy widzieli, w jaki sposób Pan Bóg wybawił ich naród z pozornej wszechmocy państwa egipskiego. Okazało się w tej przedziwnej walce, że to On – Najświętszy – był potężniejszy niż faraon i całe jego wojsko. Potem przez całe lata odczuwali, jak przewyższające ich przecież potęgą sąsiednie narody rozbijały się po prostu o prawdziwą opiekę Boga. I nieustannie na co dzień odkrywali, że to Pan Bóg jest najmocniejszy. Nic dziwnego, że śpiewali z radością i uwielbieniem: Czemu się burzą ludy... Powstają królowie ziemscy i książęta radzą społem przeciw Panu i Pomazańcowi Jego... Drwi z nich Ten, który mieszka w niebie, Pan im urąga[12].

Ludzie wierzący ze zdumieniem spoglądali i nadal spoglądają na regularne powracanie pór roku: na wzrastanie, dojrzewanie, przemijanie wszystkiego i ponowne wzrastanie. Przyglądamy się równomiernemu, uporządkowanemu i jakby wiecznemu biegowi ciał niebieskich, które nam się jako światła nocne jawią. Dla ludzi prostych, a głęboko wierzących były to i są nadal ślady, w których z łatwością można rozpoznać mądre działanie Boga. To Jego moc potężna ożywia wszystko, porządkuje i utrzymuje w istnieniu. Łatwo zatem zrozumieć, dlaczego pobożni Izraelici wołali do Pana Boga: Kto się w opiekę podda Najwyższemu i w cieniu Wszechmocnego mieszka, powie do Pana: Ostojo moja i Twierdzo moja, Boże mój, Tobie ufam[13].

Bóg jest przede wszystkim Ojcem wszechmogącym. Ojcowską wszechmoc ukazuje, gdy się troszczy o nasze potrzeby[14], gdy nas przybiera za swoje dzieci, wreszcie kiedy nam okazuje miłosierdzie i odpuszcza nam grzechy[15]. Taki jest nasz Bóg, ale o tym ludzie przez wiele, wiele lat nie wiedzieli.

O tym, że Bóg jest naszym Ojcem, dowiedzieliśmy się tak naprawdę dopiero z rozmaitych wypowiedzi Jezusa Chrystusa. Oczywiście, jest dla nas Pan Bóg przede wszystkim naszym Stworzycielem. Stworzył nas przecież z niczego, z prochu ziemi powołał nas do istnienia. Bez Jego woli nikt z nas nie mógłby zaistnieć, nie moglibyśmy nawet wiedzieć, że coś takiego mogłoby się w ogóle wydarzyć. Nasz Katechizm uczy, że Bóg nas stworzył z wolnej i niczym nie przymuszonej woli. Po prostu zechciał nas stworzyć – i od tej chwili zaczęło się nasze istnienie. I tak jest na mocy samej naszej natury. Czy nam się to podoba czy nie, jesteśmy Bożymi stworzeniami całkowicie podporządkowanymi woli naszego Stworzyciela. Jesteśmy tylko Jego własnością. Nikt rozsądny tej prawdy podważać nie powinien, zwłaszcza że takie podważanie i tak niczego nie zmieni, bo przecież niczego zmienić nie może.

Wiemy jednak z tego samego katechizmu, że w porządku łaski jest inaczej. Bóg bowiem, kierując się bezgraniczną miłością, obdarzył nas łaską uświęcającą, czyli swoim własnym nadprzyrodzonym życiem. To właśnie łaska uświęcająca sprawiła, że staliśmy się dziećmi Bożymi, dziedzicami nieba, i że Boga naprawdę możemy nazywać naszym Ojcem niebieskim. Tego nas właśnie nauczył nasz Pan, Jezus Chrystus, swoim życiem, męką, śmiercią i zmartwychwstaniem.

Cały kłopot zatem jest w tym tylko, że przez długie nieraz lata na Boga próbujemy spoglądać jakby przelotnie, jakby mimochodem – najczęściej przez różnorodność naszych ludzkich przeżyć i doświadczeń: przez osamotnienie i miłość, przez smutki i radości, przez nasze złośliwości i przez nasze wdzięczności, wreszcie przez wojny i przez pokój. Staramy się zrozumieć wzloty i upadki ludzkiego ducha po to, żeby w tym wszystkim dostrzec ten przedziwny głód i przedziwne pragnienie, któremu tylko Bóg jest w stanie zapobiec, zwłaszcza że tak naprawdę naszemu Bogu jest na imię Miłość. Usiłujemy odkryć to, co nam pozostaje z przemijania, co z doczesności pozostanie w wieczności, czyli miłość doskonałą, która się kryje pod paraliżującym wszystko strachem, pocieszenie Boże w zwyczajnym ludzkim opuszczeniu w chwili trwogi i umierania.

Ale w tych usiłowaniach jedno jest przecież wspaniałe: w naszej śmiertelności staramy się odnaleźć Kogoś, kto istnieje głębiej i szerzej, a ponadto piękniej, niż to sobie wyobrazić można, i że o tej obecności możemy mówić, że właściwie to już ją widzimy, że już ją słyszymy i że jej niemal dotknąć możemy przez wiarę żywą.

I właśnie dzięki temu odnajdujemy niespodziewanie takie cudowne miejsce, którego nigdy przedtem nie udało się nam nawet w jakikolwiek sposób dostrzec: jest to miejsce w nas samych, w naszym wnętrzu, miejsce, które Bóg sobie wybrał po to, żeby w nim zamieszkać i z niego na nas oddziaływać. To właśnie w tym miejscu Bóg mnie bezpiecznie trzyma w uścisku, to z tego miejsca wzywa mnie po imieniu, a nawet jak kochający wszystko i wszystkich Ojciec zwraca się do mnie tymi samymi słowami, jakimi się zwrócił do Jezusa stojącego w wodach Jordanu: Tyś jest Syn mój umiłowany, w tobie mam upodobanie! I jeszcze jedno: to tylko w tym miejscu mogę się cieszyć radością i pokojem nie z tego świata.

To wspaniałe miejsce zawsze we mnie istniało i zawsze byłem świadomy tego, że jest ono dla mnie niewyczerpalnym źródłem łaski uświęcającej. Nie potrafiłem się tylko do niego dostać i żyć w nim w całej prawdzie. A Pan Jezus przecież mówi: Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go i do niego przyjdziemy, i mieszkanie u niego uczynimy[16]. Te przepiękne słowa Jezusowe to przede wszystkim oznaczają, że dla Boga istnieje we mnie jakby jakieś ognisko domowe, czyli że to właśnie ja – stworzenie! – jestem mieszkaniem Ojca niebieskiego.

Tak mi trudno w to uwierzyć, tak mi niezwykle trudno przeżyć prawdę całą tych słów! To prawda, że Bóg we mnie mieszka i że we mnie działa, ale w jaki sposób ja sam dla siebie mogę przyjąć wezwanie Jezusowe: Mieszkajcie we Mnie, a Ja w was[17]? Zaproszenie jest całkowicie jasne i nie ma w nim cienia wątpliwości. Tak naprawdę jednak to wielkie ryzyko moim ogniskiem domowym uczynić to, co Bóg już uczynił swoim domem. Nieraz mi się wydaje, że jest to zadanie nie do wykonania.

Myśli moje, uczucia, poruszenia i porywy serca sprawiają, że ciągle jeszcze jestem tak daleko od miejsca, które Bóg swoim własnym mieszkaniem uczynił. Najbardziej się boję powrotu do tego ogniska domowego, w którym Bóg jest obecny, boję się także przebywania w tym mieszkaniu, ponieważ wiem, że mój Bóg jest Miłośnikiem zazdrosnym i zawsze chce mieć mnie całego wyłącznie dla siebie. Czy nadejdzie kiedyś czas, że gotowy będę przyjąć tak wielką miłość?

Otóż właśnie niedzielna i świąteczna Msza święta, a także każde nasze katechetyczne spotkanie, to takie właśnie przedziwne chwile w naszym ludzkim życiu, kiedy to sam Bóg pokazuje nam drogę do siebie i pozwala nam powrócić tam, gdzie Go odnaleźć można, mianowicie do naszego własnego wnętrza, do naszego ogniska domowego, do naszego sanktuarium. Oczywiście, wcale to nie oznacza, że po wyjściu z naszej świątyni albo po bardzo uważnym nawet przeczytaniu tego tekstu będziemy sobie mogli całkiem szczerze powiedzieć, żeśmy po tak wielu latach bezowocnego wędrowania do tego naszego domu wreszcie doszli, bo przecież tak naprawdę otworzy się on dla nas dopiero po naszej fizycznej śmierci. Warto się jednak wybrać w tę cudowną podróż chociażby dlatego, że jest ona niespodzianek pełna i zadań zaskakujących, że jest niepowtarzalną przygodą. Zawsze przecież jest to podróż, której kresem jest dom Ojca niebieskiego, jest to po prostu radosny powrót do ojcowskich rąk darzących nas gorącym i czułym uściskiem.

Trzeba nam jednak pamiętać, że nasza wiara w Boga Ojca wszechmogącego może być wystawiona na próbę przez to, że przeżywamy doświadczenie zła i cierpienia tutaj na ziemi. Czytamy w naszym Katechizmie, że "niekiedy Bóg się może wydawać nieobecny i niezdolny do przeciwstawienia się złu"[18]. Dla ludzi niewierzących jest to rzeczywiście problem bardzo trudny do rozwiązania, ale dla wierzących, zwłaszcza dla wierzących w Jezusa Chrystusa sprawa ta nie jest tak bardzo trudna, Bóg Ojciec bowiem "objawił swoją wszechmoc w sposób najbardziej tajemniczy w dobrowolnym uniżeniu i zmartwychwstaniu swego Syna, przez które zwyciężył zło[19]. Chrystus ukrzyżowany jest więc mocą Bożą i mądrością Bożą. To bowiem, co jest głupstwem u Boga, przewyższa mądrością ludzi, a co jest słabe u Boga, przewyższa mocą ludzi[20]. W zmartwychwstaniu i wywyższeniu Chrystusa Ojciec"[21] okazał całą swoją wszechmoc.  Właśnie głęboka i prosta wiara pozwala nam przylgnąć do tajemniczych dróg wszechmocy Bożej. Najdoskonalszym wzorem tej wiary jest Matka Boża, która uwierzyła, że dla Boga nie ma nic niemożliwego[22].

I na zakończenie jeszcze wypowiedź wydanego na polecenie Soboru Trydenckiego Katechizmu Rzymskiego: "Nie ma rzeczy, która by tak mogła umocnić naszą wiarę i nadzieję, jak to, byśmy w sercach naszych wyryte mieli przekonanie, że nie ma dla Boga niczego niemożliwego. Kiedy bowiem rozum ludzki uświadomi sobie Bożą wszechmoc, łatwo i bez żadnego wahania zgodzi się na to, w co wierzyć trzeba, nawet jeżeli jest to rzecz wielka i podziwu godna i porządek rzeczy przekracza. Więcej nawet, im wyższe jest to, czego Pismo Boże naucza, tym chętniej rozum uzna, że trzeba temu dać wiarę"[23].    

 


     [1]KKK 268.

     [2] Por. Rdz 1,1; J 1,3.

     [3] Por. Mt 6,9.

     [4] 2 Kor 12,9; por. 1 Kor 1,18.

     [5] Rdz 49,24; Iz 1,24, a także wiele innych miejsc.

     [6] Ps 24, 8-10.

     [7] Ps 135,6.

     [8] Por. Jr 32,17; £k 1,37.

     [9] Jr 27,5.

     [10] KKK 269.

     [11] Mdr 11,21.

     [12] Ps 2 (Miłosz).

     [13] Ps 91 (Miłosz).

     [14] Por. Mt 6,32.

     [15] Por. KKK 270.

     [16] J 14,23.

     [17] J 15,4.

     [18]KKK 272.

     [19] Tamże.

     [20] 1 Kor 1,24-25.

     [21]KKK 272.

     [22] Łk 1,37.

     [23] CR 1,2,13.

 

Warto odwiedzić