W drodze na szczyt

09 sie 2015
Mikołaj Świerad
 

– Tam? Przecież to daleko! – mówił Marek, patrząc z dołu na szczyt. Wyjście na wierzchołek z perspektywy parkingu wydało mu się nierealne.

– Nie zniechęcaj się – odparł dziadek.

– Sprawdźmy jeszcze na mapie, którym szlakiem powinniśmy iść, i wyruszamy.

– Chwileczkę, Monika, co ty tam robisz?

– Marek spojrzał w kierunku siostry, która właśnie robiła sobie smartfonem fotografie na tle gór. Pewnie wrzuciłaby je od razu na portal społecznościowy, ale mamusia zabrała jej gadżet, mówiąc z uśmiechem:

– Odbierzesz go na górze.

Ruszyli. Marek przodem, z dziadkiem. Za nimi maszerowali rodzice z babcią. Zrezygnowana Monika człapała na końcu. Te wspólne wyjazdy były, odkąd chłopiec pamiętał. Cieszył się, że mogli razem gdzieś się wybrać i że nie jest to przechadzka po nic po handlowej galerii, albo grillowanie, które więcej radości dawało dorosłym aniżeli najmłodszym, ale interesująca wyprawa, choćby na jeden dzień, która wszystkim sprawi frajdę.

Wczoraj dziadek uczył Marka czytać górską mapę. Opracowywali trasę.

– Teraz wszystko jest w telefonie – powiedział chłopiec.

– Owszem. Telefon ma przydatne funkcje. Należy jednak polegać przede wszystkim na własnych umiejętnościach, a nie zdawać się głównie na urządzenie.

Dziadek miał zasady. Pilnował, żeby idąc górskim szlakiem, mieć właściwe obuwie i odpowiedni prowiant.

Wspinali się powoli malowniczą ścieżką. Monika marudziła, starając się wymusić oddanie smartfona. Na próżno.

Na szlaku, choć łagodnym, znajdowało się mnóstwo kamieni i na nie właśnie – wystające nierówno z ziemi wyślizgane głazy lub małe, ostre kawałki pokruszonych skał – należało szczególnie uważać. Zdarzały się również strome podejścia. Zmęczenie zrodziło w Marku chęć, żeby się poddać.

– Daleko jeszcze? – spytał na kolejnym postoju.

– Zdobywanie szczytów górskich to jak osiąganie postawionych sobie w życiu celów – odparł dziadek. – Napawaj się ciszą, widokami, ciesz z kontaktu z naturą.

Szli dalej. Babcia wciągnęła Monikę w fascynującą opowieść o górach, tato wymyślał na poczekaniu zbójnickie legendy. Często wsłuchiwali się w śpiew ptaków, szmer wartkiego potoku działał na nich kojąco.

– Ale super – pokiwała głową starsza siostra.

Marek myślał o tym, co powiedział dziadek. Świadomość, że może, potrafi oraz chce zmierzać do celu, że jest w stanie pokonać własną słabość, przezwyciężyć trudności wyzwoliła w nim wolę walki. I oto już tabliczka: schronisko 7 minut marszu. Dotarli na szczyt.

– Mamy dla was niespodziankę – oznajmiła babcia, wręczając wnukom tajemnicze książeczki. Dziadkowie zaprowadzili ich do schroniska, by odcisnęli w nich pieczątki.

– Na podstawie odbytych wypraw i zgromadzonych pieczątek można zdobywać odznaki. Będąc w górach, bierzcie je z sobą i podstemplowujcie.

– Czy ty też masz taką, tato?

– Tak. Niestety, często jej zapominałem albo nieregularnie wbijałem pieczątki.

– W takim razie będziemy mogli razem zbierać je od początku – ucieszył się chłopiec.

– Ale w góry nie chodzi się dla odznak – mówił dziadek, oglądając pomnik Jana Pawła II stojący nieopodal schroniska. – Ojciec Święty też nie dlatego w nie chodził. Liczą się walory poznawcze, kontakt z przyrodą a głównie – wartości duchowe. Czyż to nie piękne? Spójrzcie – wskazał ręką przed siebie.

Wokół znajdowały się górskie pasma, nad nimi – błękitne niebo, gdzieś w oddali, w dolinach, ludzkie osiedla.

Marek czuł się uskrzydlony. W drodze na szczyt były chwile zwątpienia, ale je pokonał. Ta wyprawa wiele go nauczyła. I choć zrobił dziś wiele kroków, miał pewność, że była ona ważnym krokiem w jego życiu.

 

Przeczytaj także

Warto odwiedzić