Jan jest imię jego - 24 VI 2018

24 cze 2018
ks. Robert Grzywacz SJ
 

Uroczystość Narodzenia św. Jana Chrzciciela;
Ewangelia według św. Łukasza 1, 57-66.80

Zwyczajnie w liturgii Kościoła wspominamy narodziny ludzi świętych dla nieba – upamiętniamy dzień ich odejścia z tego świata.

Ze św. Janem Chrzcicielem jest inaczej – podobny wyjątek dotyczy jeszcze tylko narodzenia Najświętszej Maryi Panny – a mianowicie uroczyście obchodzimy jego przyjście na świat. Co więcej, tradycja ta jest bardzo szacowna: sięga już IV/V w., czyli czasów św. Augustyna. Świętowanie narodzin Jana Chrzciciela przypada ponadto w ściśle określonym dniu: 24 czerwca, dokładnie pół roku przed Narodzeniem Jezusa Chrystusa. Ten znacznik czasowy wskazuje również na powód wysokiej rangi rzeczonej uroczystości: Jan zapowiada i przygotowuje na przyjście i przyjęcie Zbawiciela, który jest prawdziwą Światłością, Słońcem Sprawiedliwości (Ml 3, 20). Święty Augustyn czyni w związku z tym interesującą uwagę, iż od 24 czerwca dni stają się coraz krótsze, natomiast od 25 grudnia zaczyna na powrót dnia przybywać. Wspomniana prawidłowość zgadza się ze słowami Jana Chrzciciela, które ilustruje w odniesieniu do cyklu przyrody: Potrzeba, by On wzrastał, a ja się umniejszał (J 3, 30).

Co jednak o tej doniosłej uroczystości mówi nam Ewangelia? Znamienne wydają się nade wszystko reakcje uczestników wydarzeń opisanych przez św. Łukasza: zdziwienie, lęk, przejęcie (Łk 1, 63.65-66). Zdziwienie rodzi się w związku z imieniem dziecka, które nie jest ani imieniem jego ojca, ani kogokolwiek z krewnych. Tym sposobem imię przodków miało być zachowane w ich potomstwie – tak karmiło się ludzkie pragnienie nieśmiertelności. Ale Bóg nie powiela owych społecznych schematów, nie dostosowuje się do człowieczego wyobrażenia o długowieczności. Tutaj z całą mocą pada pisemna odpowiedź Zachariasza, która dosłownie brzmi: Jan jest imię jego (1, 63). Ojciec chłopca tylko stwierdza rzeczywistość: jego imieniem jest Boża łaskawość, i inaczej być nie może. Narodziny tego dziecka ujawniają bezpośrednie wkroczenie Boga w Jego łaskawości w życie całej górskiej krainy Judei (1, 65), powodując radość (1, 58). To Bóg sam wybrał mu imię i w tym imieniu uczyni go nieśmiertelnym.

Gdy tylko Zachariasz godzi się na ten Boży wybór – to znaczy godzi się na to, żeby Bóg określił, kim będzie to dziecko, do czego je powołuje, zaraz rozwiązuje się jego język, rozplątuje się jego mowa (1, 64). I wówczas pojawia się druga reakcja ze strony uczestników ewangelicznych zdarzeń: strach, lęk. Po ludzku to dziwne: człowiek (Zachariasz) uznaje Bożą łaskę, uznanie to oswobadza wszystkie jego władze, po dłuższym czasie niemoty zaczyna dobrze mówić o Bogu (błogosławić Go), a ludzie się boją. Kiedy Bóg naprawdę zaczyna działać w ludzkim życiu, człowiek doznaje własnej kruchości i może czuć się nieswojo, niepewnie. Bo chodzi o to, żeby zdał się w tym doświadczeniu na Boga, nie na siebie.

Ostatnią z odnotowanych reakcji ludzi jest przejęcie. To, co słyszeli, a w szczególności znaki obecności „ręki Pańskiej” w życiu tego chłopca przejęły ich do tego stopnia, iż brali to sobie do serca (1, 66). Żeby tak się przejąć znakami Pana Boga w tym, co słyszymy i co przeżywamy na co dzień, trzeba w nich dostrzec „rękę Pańską”. Ale żeby ją widzieć, niezbędna jest wiara, która nie pozwala się zamknąć w schematach ani zbić z tropu przez uczucie niepewności, braku swojskości wobec Boga zawsze większego od naszych wyobrażeń o Nim. I zaufanie dziecięctwu oraz niepowtarzalnemu imieniu, którym On nas obdarzył (Ap 2, 17).

 

Przeczytaj także

Warto odwiedzić