Dobry jak chleb - bł. Albert Chmielowski

20 gru 2015
ks. Marek Wójtowicz SJ
 

W Roku Jubileuszowym Miłosierdzia pragniemy przybliżyć postaci świętych odznaczających się wrażliwością na ludzką biedę. Jednym z nich jest polski święty – Brat Albert Chmielowski (1845-1916), założyciel krakowskich przytulisk dla bezdomnych.

Był artystą malarzem, przed którym otworem stała kariera artystyczna. Widząc nędzę tak wielu ludzi, zwłaszcza tych cierpiących na brak Boga, odkrył Boże piękno, które przywraca godność grzesznikom. Przekonał się, że Bóg jest najdoskonalszym Artystą.

Adam Chmielowski urodził się 20 sierpnia 1845 r. w Igołomii pod Krakowem w rodzinie ziemiańskiej. Bardzo wcześnie został osierocony i jego wychowaniem i kształceniem zajęła się rodzina. Uczył się w szkole kadetów w Petersburgu, a następnie w gimnazjum w Warszawie. W latach 1861-1863 studiował w Instytucie Rolniczo-Leśnym w Puławach. Brał udział w powstaniu styczniowym. Raniony podczas walk, dostał się do niewoli rosyjskiej, tam bez środków znieczulających amputowano mu nogę; miał wtedy 18 lat.

Dzięki staraniom rodziny opuścił carskie więzienie i udał się do Paryża, by doskonalić swój talent malarza. Studiował też inżynierię w Gandawie. Studia malarskie kontynuował w Monachium.

 

Odkrywanie powołania

W 1874 r. Adam powrócił do Polski. Praca artysty nie przynosiła mu jednak radości. W jego sercu rodził się głęboki niepokój, pytał o sens życia, o wieczne zbawienie. Odprawił rekolekcje ignacjańskie u jezuitów w Tarnopolu, a nawet przez jakiś czas przebywał w nowicjacie jezuitów w Starej Wsi. Wkrótce jednak okazało się, że nie była to jego droga powołania.

W 1884 r. Adam udał się do Krakowa, gdzie obok pracy artystycznej interesował się życiem miasta. Nie bywał w znanych salonach bogatych mieszczan. Bliski był za to ludzi troszczących się o kawałek chleba dla rodziny. Odwiedzał bezrobotnych, okazywał pomoc żebrakom i ludziom z marginesu. Sprzedawał swoje obrazy, by wspierać materialnie nędzarzy. Powoli rezygnował z ambicji związanych z twórczością malarską. Coraz bardziej interesował go człowiek – żywy obraz i podobieństwo do Boga. Z bólem odkrywał, że ten Boży obraz sponiewierany jest przez grzech.

 

Kontemplacja Ubiczowanego

W czasie poszukiwania swojego powołania Adam Chmielowski malował obraz ubiczowanego Chrystusa – Ecce Homo, który z ranami na całym ciele, z obliczem zniekształconym przez bezlitosnych oprawców, w obdartej czerwonej szacie, milczący stał przed Piłatem. Król królów w największej udręce i upokorzeniu. Malowanie tego obrazu zajęło Adamowi sporo czasu. Nie było to zwykłe malowanie, gdyż towarzyszyła mu intensywna modlitwa i kontemplacja. Było to dramatyczne i paradoksalne odkrywanie Chrystusowego piękna, które wciąż trwa i jedynie ono zbawia świat (F. Dostojewski).

Namalowanie obrazu Ecce Homo sprawiło, że w Adamie zrodził się człowiek nowy, całkowicie zwrócony do Chrystusa i do ubogich. Już nie mógł dłużej żyć bez stałej więzi z upokorzonym Jezusem i Jego braćmi: wyrzutkami społeczeństwa, biedakami z krakowskich ogrzewalni i suteren. Adam stał się przyjacielem Jezusa w ubogich. Odtąd szli razem. Jego dawni przyjaciele sądzili, że zwariował. On zaś nie usprawiedliwiał się, bo bardziej od słów przemawiały jego czyny. Dla bezdomnych zaczął organizować przytuliska i domy opieki. Miał teraz nowych przyjaciół, od których nie oczekiwał uznania dla swego talentu.

 

Założyciel albertynów

25 sierpnia 1887 r. Adam Chmielowski przywdział szary habit tercjarski i przyjął imię Brat Albert. Tak zrodziło się nowe Zgromadzenie Albertynów. Przyłączyli się do niego bracia, a potem siostry albertynki, które założył razem z bł. Bernardyną Jabłońską. Brat Albert zachęcał nowo przyjętych do zakonu, by byli dobrzy jak chleb. Z intuicją proroka dostrzegł problemy społeczne końca XIX w. Nie chciał ich rozwiązywać jak inni na drodze rewolucyjnej. On pragnął Bożej „rewolucji”, przez zaprowadzanie pokoju i świadczenie miłości przywracającej upragnioną sprawiedliwość. Wyraził to Karol Wojtyła w dramacie Brat naszego Boga, wkładając w usta Adama refleksję:

Każdy z nas idzie swoją drogą. Każdy lepi swoje gniazdko. Tymczasem dla tylu ludzi drogi stały się za ciasne. Nie ma gdzie postawić stopy. Nie ma skrawka ziemi, który by można nazwać swoim. Nie ma kromki chleba, na którą by mogli zapracować. Nie ma dziecka, które by mogli wydać na świat z tym przeświadczeniem, że nie będzie zawalidrogą. A my w tym wszystkim poruszamy się, zadufani w siłę jakiegoś powszechnego układu, który każe przemilczać rzeczy krzyczące i tłumić usprawiedliwiony wybuch. Nie, nie. W nas wszystkich czegoś brak. Nie wiem jeszcze czego. Męczę się, aby odgadnąć. Ale wiem, że brak i wiem, że to rozsadzi.

Brat Albert Chmielowski zmarł w opinii świętości 25 grudnia 1916 r. Beatyfikował go papież Jan Paweł II w roku 1983 na Krakowskich Błoniach i kanonizował w Rzymie w 1989 r.

 

Przeczytaj także

ks. Stanisław Biel SJ
ks. Robert Grzywacz SJ
ks. Stanisław Groń SJ
ks. Marek Wójtowicz SJ
ks. Marek Wójtowicz SJ
ks. Dariusz Wiśniewski SJ
Piotr Pikuła
ks. Artur Wenner SJ

Warto odwiedzić