Kościół w trosce o naród

18 gru 2016
Filip Musiał
 

Wprowadzenie stanu wojennego powoduje czasowe: 1) zawieszenie lub ograniczenie określonych w Konstytucji Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej i innych ustawach oraz umowach międzynarodowych, których Polska Rzeczpospolita Ludowa jest stroną, podstawowych praw obywateli, a w szczególności nietykalności osobistej (), nienaruszalności mieszkań i tajemnicy korespondencji (), prawa zrzeszania się (…), Dekrecie o stanie wojennym.

Bez Prymasa Tysiąclecia

Po narodowym przebudzeniu, jakim było powstanie „Solidarności”, po rozbudzeniu ducha wolności, totalitarny reżim, by stłumić dążenie do suwerenności, wracał do masowych represji. W czasie stanu wojennego, często w niejasnych okolicznościach, zginęło 40 osób działających w opozycji lub z nią kojarzonych, internowano około 10 tys. osób, a komunistyczne sądy skazały kolejnych kilkanaście tysięcy.

Dla olbrzymiej liczby Polaków jedynym wsparciem w czasie stanu wojennego był Kościół. W czas masowych represji wkraczał on jednak w niezwykle trudnej sytuacji. Z jednej strony miał pozycję dość silną. Komuniści zaczynali uznawać go za partnera, instytucję zdolną do stabilizowania sytuacji społecznej – czego biskupi dowodzili tonującymi wystąpieniami w czasie społecznych buntów w latach wcześniejszych. Władze PRL nie myślały już więc o likwidacji Kościoła, starały się go natomiast ograniczać i wykorzystywać do realizacji własnych celów politycznych. Swą siłę Kościół czerpał z poparcia wiernych, ale także ze wsparcia osób, które – choć odległe od nauk Chrystusa – widziały w nim jedyną siłę zdolną oprzeć się reżimowi.

Z drugiej jednak strony zamach na Jana Pawła II uświadomił Polakom, jak kruche jest ludzkie życie. Kilkanaście dni po zamachu zmarł, po długiej chorobie, kard. Stefan Wyszyński – Prymas Tysiąclecia. Nie pozostało to bez wpływu na Kościół, który stracił swego wieloletniego przewodnika, człowieka o wielkiej sile ducha, niezwykłej niezłomności, olbrzymiej charyzmie.

Po jego śmierci Prymasem Polski został abp Józef Glemp, przed którym od razu stanęło trudne zadanie przeprowadzenia Kościoła przez kolejną ciężką próbę.

Broniąc życia

Od 1945 r. podstawowym wyznacznikiem działań Kościoła była ochrona ludzkiego życia, ograniczenie rozlewu krwi. Dlatego w kazaniu na Jasnej Górze 13 grudnia 1981 r. abp Glemp podkreślał: Stan, który przeżywamy, ma więc być czasem, który od chrześcijan domaga się mądrości. A mądrość to jest spojrzenie na przyszłość i szeroko wokół siebie (). Stąd też potrzeba spokojnego rozważenia sytuacji, która na celu ma mieć pokój, ocalenie życia, żeby nie było rozlewu krwi.

Kościół był targany dwiema tendencjami. Większość hierarchii zmierzała do uspokajania sytuacji i tonowania nastrojów. Niektórzy biskupi jednoznacznie opowiadali się za dystansowaniem się od zaangażowania po stronie opozycji. Inni, jak kard. Henryk Gulbinowicz czy bp Ignacy Tokarczuk, otwarcie z nią sympatyzowali. Także wielu duchownych, zwłaszcza w parafiach, wspierało działania niepodległościowe, organizowało Msze za Ojczyznę, czasem dawało schronienie poszukiwanym przez bezpiekę.

Jednocześnie, niezależnie od tych różnic, Kościół zaangażował się w działalność charytatywną, stając się główną siłą wspierającą internowanych i ich rodziny. Także niektórzy biskupi składali wizyty w miejscach, w których osadzono działaczy „Solidarności”, zapewniając im pociechę duchową i stając się naturalną barierą chroniącą przed silniejszymi represjami ze strony reżimu. Duchowni domagali się także zwolnienia internowanych – zwłaszcza starszych i chorych.

Polski Kościół uzyskiwał zarazem olbrzymie wsparcie od Jana Pawła II, który jednoznacznie wskazywał Wojciecha Jaruzelskiego i jego ekipę jako odpowiedzialnych za sytuację w kraju. Na tym tle część osób kontestowała postawę abp. Glempa, czy szerzej Episkopatu, apelującego o rozwagę i do władzy, i do opozycji. Zwracała uwagę także ostrożność Prymasa, który w oficjalnych wypowiedziach nie odnosił się do zdelegalizowanej „Solidarności”. Zresztą przywódca polskiego Kościoła dość sceptycznie podchodził zwłaszcza do lewicowego skrzydła związku, skupionego wokół postmarksistów (rewizjonistów z lat 60.). Część działań abp. Glempa była zatem źle odbierana w środowiskach opozycyjnych. Bardziej zdecydowane odłamy działaczy niepodległościowych krytykowały choćby głośne Tezy Prymasowskiej Rady Społecznej, uznając m.in., że są one zbyt „wygładzone” i rozmywają odpowiedzialność władz reżimu za zaistniałą sytuację polityczną.

Kontestowany dialog

Prymas stał jednak na stanowisku dialogu, przypominał o sierpniowych porozumieniach jako fundamencie, na którym należało budować dalsze relacje władzy z opozycją. Niewątpliwie także z czasem coraz większe znaczenie miało dla niego doprowadzenie do drugiej papieskiej pielgrzymki do Polski, co wpływało na łagodzenie podejścia do ekipy Jaruzelskiego.

Lata 80. zatem przyniosły wyraźną dwoistość w działaniach Kościoła. Episkopat, powoli zmierzający do ustabilizowania swej pozycji jako trzeciej siły w PRL – mediatora między władzami reżimu a społeczeństwem (czy opozycją) – siłą rzeczy zachowywał pewną otwartość wobec ekipy Jaruzelskiego. Natomiast opór wobec reżimu kontynuowany był wśród duchowieństwa parafialnego – „kleru dołowego”, jak nazywano go w żargonie partyjno-esbeckim. To czasem generowało konflikty między kapelanami „Solidarności” i duchownymi współpracującymi z opozycją a częścią ordynariuszy czy Prymasem. Nowa rola Kościoła bowiem czasem wymagała od niego wykazywania się otwartością i reagowania na skargi komunistów, kierowane pod adresem kapłanów związanych z opozycją.

 

Warto odwiedzić