Matka siedmiu męczenników machabejskich
Przede wszystkim godna podziwu i trwałej pamięci była matka. Przyglądała się ona w ciągu jednego dnia śmierci siedmiu synów i zniosła to mężnie. Nadzieję bowiem pokładała w Panu. Pełna szlachetnych myśli, zagrzewając swoje kobiece usposobienie męską odwagą, każdego z nich upominała w ojczystym języku.
Mówiła do nich: „Nie wiem, w jaki sposób znaleźliście się w moim łonie, nie ja wam dałam tchnienie i życie, a członki każdego z was nie ja ułożyłam. Stwórca świata bowiem, który ukształtował człowieka i wynalazł początek wszechrzeczy, w swojej litości ponownie odda wam tchnienie i życie, dlatego że wy gardzicie sobą teraz dla Jego praw”. - 2 Księga Machabejska 7, 20-23
To był bardzo trudny, bo podstępny okres w historii Izraela. Owszem, Izrael miał za sobą niełatwe czasy niewoli: najpierw egipskiej, potem asyryjskiej i babilońskiej. Jednak wtedy Izraelici przebywali na obcej ziemi. Byli postrzegani jako nietutejsi i traktowani nierzadko niemalże jak niewolnicy. Starano się ich wynaradawiać albo wręcz wyniszczać, ale przeciwnik był oczywisty i obrona przed nim czymś naturalnym. Zagrożenie, które przyszło w czasach opisywanych przez Księgi Machabejskie, miało zupełnie inny charakter. Tym razem Izrael mieszkał na swojej ziemi. Czasy były w miarę spokojne, a niebezpieczeństwo przychodziło, niosąc etykietę postępu i wszechstronnego rozwoju.
Po wielkich podbojach Aleksandra Macedońskiego – nie przypadkiem zwanego Wielkim – ówczesny świat zmienił się nie do poznania. Stał się jednym, wielkim kosmopolis – co można by przetłumaczyć jako „globalne miasto”. Nastał okres zwany w historii „hellenistycznym” od greckiego słowa hellenizein – czyli „zachowywać się jak Grek”, „naśladować Greków”. Stało się to nie tylko modą, ale także swoistym nakazem chwili. Kultura grecka z jej filozofią i innymi zdobyczami naukowymi przewyższała inne kultury. Stąd też była, zwłaszcza dla elit, bardzo atrakcyjna, a język grecki stał się podstawowym środkiem porozumiewania się. Co więcej, władcy hellenistyczni bardzo wspierali ten proces, traktując go nawet jako pewną swoją misję, do tego stopnia, że niekiedy starali się go różnymi środkami wymusić. Byli bowiem przekonani, że nie ma nic lepszego dla świata niż kultura grecka i grecki sposób życia. Być może i dla nas takie przekonanie nie jest niczym dziwnym, bo przecież kultura grecka stanowi jeden z najważniejszych filarów kultury europejskiej, a w jej ramach także naszej, polskiej. Spora część historii i języka polskiego w naszych szkołach jest jej poświęcona.
Także Izrael w tamtych czasach znalazł się w polu mocnego jej oddziaływania. Część Izraelitów przylgnęła do niej i nie tylko sami się zhellenizowali, ale także starali się w to wciągnąć swoich rodaków. Mówili: Pójdźmy zawrzeć przymierze z narodami, które mieszkają wokoło nas. Wiele złego bowiem spotkało nas od tego czasu, kiedyśmy się od nich oddalili (1 Mch 1, 11). Autor natchniony nazywa ich „synami wiarołomnymi”. Dlaczego? Przecież chcieli dobrze. Otóż właśnie chodziło o wiarę, którą zatracili. Owszem, kultura grecka była i jest fascynująca, ale my znamy ją już w formie przekształconej wstępnie przez judaizm, a potem gruntownie przez chrześcijaństwo – pozbawioną żądła pogaństwa. Wtedy było inaczej i stąd owo podstępne zagrożenie. Autor natchniony wskazuje wprost, w czym tkwiło owo żądło pogaństwa: Niektórzy spomiędzy ludu zapalili się do tej sprawy i udali się do króla, a on dał im władzę, żeby wprowadzili pogańskie obyczaje. W Jerozolimie więc wybudowali gimnazjum według pogańskich zwyczajów. Pozbyli się też znaku obrzezania i odpadli od świętego przymierza. Sprzęgli się też z poganami i zaprzedali się im, aby robić to, co złe (1 Mch 1, 13-15). Co więcej, na ołtarzu całopalenia w świątyni jerozolimskiej wybudowano „ohydę spustoszenia” – jak ją określa tekst biblijny, czyli posąg Zeusa Olimpijskiego (por. 1 Mch 1, 54). Izraelitów zaczęto zmuszać do składania ofiar bożkom greckim i do łamania prawa mojżeszowego, żeby synów swoich pozostawiali bez obrzezania i żeby dusze swoje brukali wszystkim, co jest nieczyste i światowe. W ten sposób mieli zapomnieć o Prawie i zarzucić wszystkie jego nakazy (1 Mch 1, 48-49).
Wywołało to falę prześladowań wobec tych, którzy wiernie trwali przy prawie mojżeszowym. Pośród nich Biblia podkreśla szczególnie męczeństwo siedmiu braci i ich matki. Schwytano ich i poddano strasznym torturom, gdyż król chciał ich zmusić, aby skosztowali wieprzowiny zakazanej przez Prawo (2 Mch 7, 1b). Dla nas, dla których wieprzowina stanowi częsty składnik naszych potraw, być może wydaje się to dziwne, ale tak naprawdę nie chodziło tu o samą wieprzowinę, lecz o Boże prawo zakazujące w Starym Testamencie jej spożywania (por. Kpł 11, 7-8; Pwt 14, 8). Trwanie przy nim jest wyrazem wierności Bogu, tak jak dla nas – chrześcijan – wyrazem wierności jest trwanie przy krzyżu naszego Pana. Iluż to chrześcijańskich męczenników oddało życie, bo nie zgodziło się znieważyć krzyża, choć ich prześladowcy kpili z nich, mówiąc, że to przecież „tylko” skrzyżowane dwa kawałki drewna.
Jak podkreśla autor natchniony: przede wszystkim godna podziwu i trwałej pamięci była matka. Widziała katusze i okrutną śmierć siedmiu swoich synów i nie tylko nie rozpaczała, ale wręcz przeciwnie – umacniała ich w walce o wierność Bogu. Nie znamy jej imienia ani też imion jej siedmiu synów, choć w Piśmie Świętym imiona są bardzo ważne. Lecz jeśli Biblia pomija imiona, stara się podkreślić, że nie tyle chodzi o poszczególne osoby, ile o rolę, jaką odegrały one w historii zbawienia. Taka osoba staje się zarazem symbolem dla wielu, którzy zachowali się tak jak ona. Ta historia jest zatem obrazem wielu Izraelitów i Izraelitek, którzy w tamtym czasie postępowali w podobny sposób. Nie oznacza to jednak, że to jedynie opowiadanie symboliczne, ponieważ bardzo często autorzy natchnieni tak przedstawiają wydarzenia historyczne, by nadać im charakter symbolu.
Wyjątkowej próbie została poddana owa matka, gdy wobec tortur i śmierci staje ostatni, najmłodszy jej syn. Wtedy prześladowca stara się wymóc na niej, aby przynajmniej tego przekonała, by okazał się niewierny wobec prawa i tak pozostał przy życiu. Jednak i w tej sytuacji matka mówi: Proszę cię, synu, spojrzyj na niebo i na ziemię, a mając na oku wszystko, co jest na nich, zwróć uwagę na to, że z niczego stworzył je Bóg i że ród ludzki powstał w ten sam sposób. Nie obawiaj się tego oprawcy, ale bądź godny braci swoich i przyjmij śmierć, abym w czasie zmiłowania odnalazła cię razem z braćmi (2 Mch 7, 28-29). W końcu i ona sama oddaje życie za wierność Bogu i Jego prawu.
Matka siedmiu braci męczenników machabejskich jest starotestamentalną prefiguracją Maryi jako Matki Bolesnej: „siedem razy uczyniona męczennicą”, oglądając cierpienia i śmierć każdego syna - jak pisał o niej św. Augustyn. Kościół zaś od wieków wspomina i czci siedem boleści Maryi. Jest też prefiguracją Maryi jako matki niezłomnej wiary, nadziei i ufności w Boży plan zbawienia sięgający aż po zmartwychwstanie i życie wieczne.
