Choćby przyszło postradać życie

09 mar 2013
Filip Musiał
 

(…) żyjemy w takich czasach kiedy nie wiadomo jest czy będę mógł pisać do Was kiedy będziecie dorośli… – pisał w 1943 r. do dziesięcioletniej córki Zosi i rok starszego syna Andrzeja rtm. Witold Pilecki. Pięć lat później Witold Pilecki został zamordowany z wyroku komunistycznego trybunału w mokotowskim więzieniu w Warszawie.

Witold Pilecki dzieciństwo i młodość spędził w Wilnie, tam też jako dziewiętnastoletni młodzieniec działał w konspiracyjnej Polskiej Organizacji Wojskowej, w 1919 r. bronił Wilna przed bolszewickim najazdem, a następnie walczył w oddziale kawalerii, dowodzonym przez słynnego Jerzego Dombrowskiego „Łupaszkę”. Po zakończeniu wojny polsko-bolszewickiej studiował sztuki piękne na Uniwersytecie im. Stefana Batorego w ukochanym Wilnie. Trudne warunki uniemożliwiły mu jednak zakończenie nauki. Ostatecznie osiadł w rodzinnym majątku w Sukurczach nieopodal Lidy. Pisał wiersze, malował, poświęcał się pracy społecznej, odbywał szkolenia wojskowe, organizował kursy przysposobienia wojskowego.

 

Ochotnik do piekła

We wrześniu 1939 r. ppor. Pilecki walczył w oddziałach kawalerii 19. Dywizji Piechoty, po jej rozbiciu do połowy października prowadził ze swymi podkomendnymi walkę partyzancką z Niemcami. Był następnie współtwórcą Tajnej Armii Polskiej.

Jesienią 1940 r., po uzyskaniu zgody od komendanta głównego Związku Walki Zbrojnej gen. Stefana Roweckiego „Grota”, Pilecki – posługujący się fałszywymi dokumentami na nazwisko Tomasz Serafiński – pozwolił się aresztować Niemcom. Ochotniczo zgłosił się do misji, której celem miało być rozpoznanie sytuacji w niemieckim obozie koncentracyjnym w Auschwitz. W obozie zorganizował Związek Organizacji Wojskowej, błyskawicznie zaczął też słać do Warszawy raporty, które ostatecznie trafiały do władz polskich na uchodźstwie. Podsumowując działalność swej organizacji, podkreślał: praca polegała na ratowaniu życia kolegów przez zorganizowanie dożywiania (…), urządzania na lepszych posadach – stanowiskach, podtrzymywanie na duchu, kolportowanie wiadomości z zewnątrz, łączności z cywilną ludnością, przekazywanie wiadomości obozowych na zewnątrz, powiązanie w jeden łańcuch energiczniejszych jednostek dla skoordynowanej akcji opanowania obozu w chwili gdy takowa [możliwość] nadejdzie z zewnątrz, bądź to w formie rozkazu, bądź desantu. W obozie spędził ponad dwa i pół roku. Dopiero wiosną 1943 r., gdy Niemcy rozpoczęli aresztowania osób ze stworzonej przez niego organizacji, więzień nr 4859 zbiegł. Ukrywał się następnie w Bochni i Nowym Wiśniczu, aż w końcu dotarł do Warszawy.

 

Auschwitz to igraszka

Dowództwu Armii Krajowej przedstawił plan rozbicia KL Auschwitz, na akcję jednak się nie zdecydowano. Równocześnie w uznaniu zasług został przez komendanta głównego AK gen. Tadeusza Komorowskiego „Bora” awansowany na rotmistrza. Skierowano go do organizowania głęboko zakonspirowanej organizacji „NIE”, której struktury tworzył gen. August Emil Fieldorf „Nil”. Choć jako oficer „NIE” w trosce o konspirację tej struktury uzyskał – podobnie jak inni jej żołnierze – zakaz uczestniczenia w powstaniu warszawskim, nie potrafił pozostać bierny. Początkowo zataił swój stopień i w zgrupowaniu „Chrobry II” walczył jako zwykły szeregowy. Ostatecznie jednak ujawnił się przed dowództwem i objął komendę nad jedną z kompanii zgrupowania. Uczestniczył w ciężkich walkach na Woli, broniąc – niezdobytej ostatecznie przez Niemców – „Reduty Witolda”.

Po upadku powstania trafił do niemieckiej niewoli, z której wyzwolili go Amerykanie. Błyskawicznie zgłosił się do służby w II Korpusie Polskim, gdzie przydzielono go do wojskowego wywiadu. Jesienią 1945 r. został przerzucony do Polski z zadaniem zorganizowania sieci wywiadowczej. Stworzył sprawną siatkę, dzięki której do sztabu II Korpusu trafiały wiarygodne informacje o sytuacji w Polsce podbitej przez Armię Czerwoną i rządzonej przez komunistów. Ujęty został niespełna dwa lata później w maju 1947 r. Poddano go szczególnie brutalnemu śledztwu. Swoje doświadczenia z bezpieki, w rozmowie z żoną podczas widzenia, skwitował jednym zdaniem: Oświęcim to była igraszka.

Do Jozefa Różańskiego, kierującego Departamentem Śledczym Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego napisał wierszem petycję, w której wyraźne są wyrzuty sumienia wobec osób, które razem z nim konspirowały i także zostały ujęte. Zakończył ją dobitnie:

Bo choćby mi przyszło
postradać me życie
Tak wolę – niż żyć wciąż,
a w sercu mieć ranę.

 

Strzał w potylicę

Sądowa farsa trwała dwa tygodnie, po których rtm. Witold Pilecki i jego podwładni zostali skazani za „szpiegostwo”. Orzeczono trzy kary śmierci i kilka długoletniego więzienia. Ostatecznie Tadeuszowi Płużańskiemu i Marii Szelągowskiej karę śmierci zamieniono na karę dożywotniego więzienia. Rtm. Pilecki został zamordowany tzw. strzałem katyńskim w potylicę wieczorem 25 maja 1948 r. Ciało złożono w nieoznaczonym miejscu na warszawskich Powązkach. Przeprowadzane tam w 2012 r. przez Instytut Pamięci Narodowej ekshumacje miały na celu między innymi próbę odnalezienia jego zwłok.

Janusz Kurtyka, prezes IPN, który zginął w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 r., pisał: Witold Pilecki był żołnierzem „Rzeczypospolitej utraconej”. Był przedstawicielem tej Polski, która została w swym duchowym, społecznym i nawet ludzkim wymiarze, w ogromnym stopniu bezpowrotnie zniszczona przez okupujące nasz kraj totalitarne systemy XX wieku. Należał do dawnego, polskiego ginącego świata, w którym pojęcia takie jak wiara, wolność, patriotyzm, bohaterstwo, poświęcenie, demokracja, pojmowane były zgodnie z ich rzeczywistym znaczeniem.

 

Warto odwiedzić