Dzień był gorący i bezwietrzny, woda w morzu turkusowa, jak zawsze na Karaibach. Trzech młodzieńców, dwóch białych i jeden czarnoskóry, odbili od brzegu i wypuścili się na połów. I oto nagle zerwała się gwałtowna wichura, w mgnieniu oka fale spiętrzyły się na wysokość kilku metrów.